Autor Wątek: ,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"  (Przeczytany 29158 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #45 dnia: 03.06.2005 23:05 »
-Ale nie czas na świętowanie poobijanych pysków i śmierci kilku niemców - rzekł szyderczo Mścibór - jutro czeka nas wielka bitwa

Wszystkie oddziały armii były już wyszkolone i gotowe do cięcia niemieckich głów, Czarny wraz z Krwawym koczowali ostatni wieczór przed walką w karczmie popijająć przedni miód przygotowany dla nich przez karczmarza...

- Krwawy przyjacielu, jutro długo oczekiwana bitwa w Czestogrodzie, czy myślisz, że Wner`zhulmir dopełni Swojej obietnicy i zjawi się na polu walki??
- Hrrr - syknął już doś podpitym głosem Krwawy - słowom upiora nigdy nie wolno zawierzać Swego życia, ale ten upiór jest nam winien dług Swojego życia, który musi spłacić.
- Miejmy nadzieje woju, że twój optymizm wyjdzie Ci na dobre.

Nagle w karczmie dało się słyszeć łomot wozu który zatrzymał się przed budynkiem, wojowie czym prędzej, obijając się po drodze o wszelkie krzesła i stoły, wybiegli przez karczme sprawdzić któż zbudza spokój ludzi szykujących się do walki. Jak tylko wyszli na zewnątrz zauważyli posłańca, którego to Czarny wysłał rankiem na pole bitwy aby sprawdził jak idą ostatnie przygotowania...

- Wielki woju! - krzyknął posłaniec kierując swój wzrok na Czarnego - wszystko już gotowe, oddziały z wszystkich grodów stacjonują już w pobliżu Czestogrodu oczekując Twoich rozkazów. Niemcy rozbili obozy w przesmyku górskim nieopodal.

Czarny otrzeźwiony tymi wiadomościami spojrzał na Krwawego i rzekł:

- Tak więc przyjacielu, zawierzam Twojemu zmysłowi i Twojej wierze w Wner`zhulmira, jutro wszystko się okaże. Ale jedno jest pewne, nigdy nie damy tym niemieckim świnom odejść bez walki, będziemy ciąć i rąbać do ostatniego tchu choćby miało to oznaczać naszą zgubę. Teraz udajmy się na spoczynek, jutro spotkamy się w walce. Chwała przyjacielu!!!
- Zgadza się Chwała i Sława!!

Oboje udali się na spoczynek choć, żaden z nich nie mógł zasnąć tej nocy obmyślając strategie na jutrzejszą bitwę. Przed wschodem słońca Drzwi chaty Czanego otwarły się z łomotem i stanął w nich Krwawy, który z krzykiem oznajmił...

-DO BOJU! Zatakujemy ich teraz przed świtem zanim ścierwo się obudzi!!
-Bracie woju, miałem w głowie właśnie tą samą myśl, już miałem biec do Ciebie! CZYM PRĘDZEJ NA POLE BITWY!!

To powiedziawszy obaj pognali w okolice Czestoramy, świt miał nastąpić za kilka godzin...

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #46 dnia: 04.06.2005 00:10 »
Brzozomir stał pośród wojowników Krawego, trzymając w dłoni topór. Wiatr wiał od gór, niosąc nieprzyjemny odór zgnilizny, żelaza, krwi i brudnego, niemieckiego rycerstwa. Wojska z Wieszławy przybyły jako ostatnie. Brzozomir widział jak Czarny i inni udali się do namiotu obgadać cały atak. Po godzinie wyszli, ustawiając wojska. Kazali iść nierówno i powoli, aby zaskoczyć wojska nieprzyjaciela. Krwawy i wojska z innych miejscowości maiły iść na pierwszą linię. Im byli bliżej, tym wiatr bardziej dął i dął, coraz mocniej i mocniej. W wietrze młody kapłan strzyboga wyczuwał śmierć. Czuł jak jego młode rozdygotane od różnych trunków ciało, rwie się i piszczy, jakby do walki, ale zarazem w niebo, gdzie wiry powietrza muskają delikatnie twarz. Zamknął oczy. Kiedy je już otworzył, wisiał w powietrzu, wysoko, ponad polami i lasami, właśnie tam, gdzie wiatr łaskotał mu policzki. Poczuł pierwszą, świeżą krew i pierwszą równie co krew, świeżą śmierć. Kilku słowiańskich wojów dopadło jeden z patroli krześcijańskich. Spojrzał w stronę gór. Tam było czuć coś co jego oczom wydawało się dziwne i nieokrzesane. Światło uderzyło go w oczy. Poczuł tak jak pierwszy raz kiedy się mocno upił. Poczuł, że świat należy do niego i nie ma zmartwień, a jeśli są to błahe i łatwe do zlikwidowania. To była moc, czysta moc, która jak miód uderzyła do głowy. Widział jak pomału wojska pod wodzą Krwawego napierają na hordę. Z obozu pod Czestoramą wymarsz zaczął następne wojska. Nagle, pomimo ciepłej nocy, z ciemnej chmury, która wyłoniła się niewiadomo skąd nad Niemcami, lunął grad...

Brzozomir dopiero teraz zauwazył że wypowiedział kilka słów i wywołał burzę gradową. Świat zakryły ciemne plamy. Bezwładne ciało Brzozomira spadło dokładnie na konia Czarnego, który właśnie wyruszał w stronę Niemców. Pęd zrzucił Czarnego z konia i spadając zwichnął sobie nogę. Młodemu bartnikowi nic sie nie stało o dziwo....
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #47 dnia: 04.06.2005 13:27 »
Czarny ostrzepując się z popiołu, który leżał tutaj od czasów ostatniej bitwy, wstał wykręcił nogę i warknął z bólu...

- Brzozomirze co Cię napadło, żeby zaskakiwać mnie w taki sposób!!?? Chwytaj topór i dołącz do szeregu w pierwszym oddziale na prawej flance, będziesz uderzał ze Swoimi wojami od strony Czestoramy, my wraz z Krwawym uderzymy od frontu. BIEGNIJ!!

Brzozomir wykonując polecenie, trochę zmieszany po upadku, chwycił czy prędzej swoją mogiłę i ruszył w stronę wskazanego oddziału...

Zwiadowca wysłany przed wojskami, próbował dostrzec z błogich ciemnościach niemieckie wojska, gdy zbliżył się do obozu wdrapał się na pobliskie drzewo, starą trzystuletnią olchę, i patrzył ze zdumieniem... w jego oczach można było dostrzec strach i zdziwienie, skoczył z gałęzi, na której siedział nie bacząc na wysokość i czym prędzej pobiegł do Krwawego...

Tym czasem wojska Wieszławy i pozostałe kohorty były już jakieś 200 metrów od niemieckiego obozu gdy zmachany posłaniec dotarł do Krwawego...

- Krwawy.....huh....niemcy....niemcy!!
- Chłopie uspokój się co z nimi, gadaj co z niemcami!!
- Oni nie śpią.....wiedzą, że się zbliżamy...huh...niewiem skąd.....ktoś wydał....

Wtem Krwawy odepchnął posłańca nie dając mu skończyć i pognał czy prędzej na front armii, wiedział, że teraz nie mogą już zawrócić, zbliżał się ranek, musieli zaatakować, teraz albo nigdy. Gdy tylko podbiegł na początek szeregu krzyknął wojowniczym glosem tak że było go słychać nawet za odległymi murami Czestoramy.

- Wojowie!! Niemieckie świnie wiedzą, że idziemy, i trwożą przed naszą armią!! Nie ociągajmy się wszyscy biegiem już prawie jesteśmy!! BIEGIEM POWIEDZIAŁEM!! SŁAWA I CHWAŁA!! AAAAARRRRRR!!!!!

Cała armia ruszyła wydając przeraźliwy krzyk i łomot, dźwięk uderzających o siebie toporów Wieszławskiej armii był słyszany na wiele kilometrów....

Dojrzeli w oddali niemieckie pochodnie i armię lecz nie strwożyło ich to ni trochę, biegli cały czas z tym samym zapędem i wiarą w Siebie. Stało się. Uderzyli w niemców jak młot pierwsze szeregi niemieckiej kohorty wręcz wyblili w powietrze. Było jeszcze ciemno , wojowie wymachiwali mogiłami tnąc i grzmącąc Niemców. Wszędzie była krew, zapach krwi przeszywał wojów na wylot, wiedzieli, że prawdopodobnie chodzą po zwłokach Swoich bliskich przyjacieli, ale walka była tak zawzięta, że zwracali uwagę tylko na mogiły...

Czarny pokolei miażdzył następne niemiecki łby i krzyczał ilość na głos, ażeby ukazać wszystkim swój kunszt walki...

- 68!!
- 100!! - dało się usłyszeć w oddali zadowolony głos Mścibora
- Żaden Wrocławianim nie będzie mi tu zabierał łbów!! 120!!
- 140!! HAHA!!

Czarny stracił Krwawego z widoku nie dało się go również usłyszeć niegdzie w powodu łomotu walki, Niemcy zaczęli zoraz bardziej napierać, w pewnym momencie Czarny zauważył posiłki niemieckie zbliżające się od wschodu, zaczynało świtać, sytuacja nie wyglądała ciekawie.....

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #48 dnia: 05.06.2005 12:28 »
Powróciwszy do szeregu Brzozomir poczuł natarcie Niemców. Siepał, rąbał i zabijał, jednak nie był wprawnym wojowjnikiem. Dostał pałką w plecy. Przewrócił się. Obrócił się i zobaczył niemca, wyjmującego wielki sztylet. Młody bartnik przywował wiatr i odepchnął rycerza. Tamten nie mogąc wstac pod naporem zbroi szamotał się z samym sobą. Czując moc, Brzozomir wyczarował w ręce duży, masywny sopel lodu. Moze zbroja tego rycerza by go obroniła przed soplem, ale nie otwory na oczy w hełmie. Niemiec wydał z siebie lekki, krótki, zarazem przeraźliwy jęk.

-NIEMIECKIE POSIŁKI SIE ZBLIŻAJĄ!! - ktoś krzyknął.

Czarny nacierał w niemców, podobnie jak wojska okoliczne na Niemców i odwrotnie. Czarny jednak pamietał że gdzieś pośród tych wojsk musi być straszny potwór, więc trzeba będzie się strzec...

Brzozomir wzleciał ponownie. Z jego oczu sypały sie iskry, moc pomału przysłaniała świadomość. Walczył z tym. Zadusił to i słysząc krzyki o posiłkach, rzucił czar. Kilka linijek tekstu, ruchy rąk. Z nieba nad szkopami i ich posiłkami zacżał sypac grad. I to nie byle jaki. Wielkości zaciśnietych pięści. Jeszcze kilka słów i zaczął hulac taki wiatr, jakiego niemcy nie widzieli od dawna. Medalion na szyi Brzozomira szalał, odbijał się od zbroi. Wiatr spotegował siłę gradu. z niemieckiego obozu słychac było krzyki i trzask. Teraz moc przysłoniła jego trzeźwe myślenie. Podświadomość kierowała go w stronę niemieckiego obozu, kiedy obudził się wbity w ziemię z pogruchotanymi kośćmi. W brzuchu miał kilka strzał. Na szczęście spadł po stronie słowiańskiej.

Pluł krwią. Ręce odmówiły mu posłuszeństwa. Nogi podobnie. Spojrzał w niebo. Poranek jasniał złotem bijącym od Swaroga. Bogowie, co jeszcze wymysliliscie? Nad swymi oczyma zobaczył dwie postacie. Jedna powiedziała:
-Ty, Bąbel, kto to może być- zapytała pierwsza postać, najwyraźniej dziewczynka.
-Niewiem, człowiek. Może zrobimy mu psikusa i mu nie pomożemy-zapytał drugi głos, należący do Bąbla, najwyraźniej chłopca.
-Hihi, może... Ale zaraz, on ma medalion Strzyboga...
-Tak - postać wzleciała na niewielkich, delikatnych skrzydełkach- dobra bierzemy go, to sługa naszego pana i stworzyciela.

Dzięki pomocy drobnych małych skrzydlatych postaci, Brzozomir w ciężkich bólach został przeniesiony do namiotu leczniczego pod częstoramą.

Krwawy siepał. Strugi krwi fruwały wokół niego jak komary. Podbiegł do niego jakiś rycerz, mial strasznie wgięte blachy. "Zasługa Brzozomira i jego gradu" - pomyslał Krwawy. Po czym wbił swój oręż prosto we wgięcie w zbroi wywołując tym ból i krzyk umierającego rycerza.Biegł dalej, w stronę obozu Niemców. Słyszał Czarnego, który niewiadamo skąd krzyczal do niego coś o bestii. Odwrócił się szukać Czarnego, jednak tego nigdzie tu nie było. Zauważył tylko Wner'zulmira, który powiedział:
- Spójrz w stronę wąwozu.
Tam, posród flag, proporców i kawalerii zbliżała się bestia. W ogóle do niczego nie podobna. Może była podobna do dzika, konia może nawet też do wilka i jelenia. Wydawała straszny ryk, przy którym serca Słowiańskiej piechoty się zatrwożyły.
-Gdzie jest Czarny?
-Tam stoi - odparł Upiór i wskazal kościstą łapą w stronę największej bijatyki- woła cię.
Krwawy pobiegł czymprędzej. Przebił się przez kilka kochort i dobiegł do Czarnego.
-Czego- zapytał Krwawy, wymac*****ąc mieczem i gromiąc niemców, tnąc jakiegoś. Ktos w tłumie zakrzyknął : "Szkopie (cenzura)!!"
-Chodzi o to- rozpoczął Czarny, chlapiąc ze swej czarnej brody niemiecką krwią- żeby...
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #49 dnia: 28.07.2005 16:59 »
...powstrzymać tę przeklętą bestyje, ona nie moze dojść do ans, bo ona totalnie załamie nasze szeregi - Krzyknął na całe gardło Krwawy wykluwając tym sam ślinę - Niech łucznicy strzelają do tegoc zegoś strzałami, najlepiej ognistymi, moze to zatrzymie bestię, lub chociaz spowolni. Gdzie psia mać Wner'zhulmir ten przeklęty gębacz, jeno duzo gadał a teraz to nawet go nie widać.
Pospiesznie wycofał sie do tyłu po czym zwołał wszystkich łuczników jakich zebrać w tym całym chaosie.
- Ustawiać się, zapalać te cholerne strzały i celować w to coś co tam idzie!! - darł sie ile miał sił, chociaż miał wrażenie że w tym zgiełku sa siebie nie słyszy.
- Panie,a le to straszna bestia, pewnie nasze strzały nic mu nie zrobią, lepiej sie wycofajmy - zawołał jakiś woj, któremu nogi trzęsły się niczym osiki.
- Zamilcz przeklęty portkostraju, tys woj z Wieszławy a nie jakis niemeic, walcz i zwyciężaj wroga, albo giń u boku swych braci w boju!! - gniewnie zbluzgał owego woja - Dalej napinajcie łuki i strzelać bez rozkazu!! - Wykrzyknał już do wszystkich.
Ich łuki napieły się i po chwili kilkadziesiąt strzał poleciało w kierunku dziwnego stwora, którego ciało wydawało się strasznie niewyraźne. Dało sie słyszaeć świst owych strzał i po chwili uderzyły w ciało besti, o dziwo niektóre strzały choć trafiały to większośc przelatywało przez niego na wylot! Bestia jednak zatrzymała się an moment i wydała z siebie straszliwy ryk, który zmroził serce większości słowiańskich wojów.
- Ki czort, niektóre strzały nie chcą się go imać - zaklnął zdziwiony Krwawy, ale zatrzymał się, zawsze to kilka cenych chwil. Dalej nie srać w gacie, strzelać bez rozkazu mówiłem!!! - kolejne salwy pleciały w kierunku besti...

Mroczne ostrza rydwanu cieły niemieckie nogi jakby był wykonane z trzciny - Hahahaha! - śmiał sie przy tym Wner'zhulmir - dalej moje psiaki, pędzcie do przodu, prowadźcie mnie do boju.
Z prawej strony jakis jeździec w metalowej zbroji ruszył w kierunku rydwanu Wner'zhulmira, ten jednak tylko skierował swa czarną kościtą dłoń w rękawa nakierowując na jeźdzca i wypowiedział kapturem jakieś słowa. Jeździec spadł na ziemię, jakby  uderzyła go jakaś niewidzialna siła, szybko wstał ale koń juz gdzieś mu w tym zgiełku uciekł.
- Teraz nie amm czasu dla ciebie, ale potem ciebie także z miła chćecią zabije - mruknął do siebie po czym popędził swe piekielne ogary w kierunku besti. Pod jechał na jakieś 25 kroków po czym zatrzymał się. W jego prawej ręce nagle pojawił się czarny miecz, emanujący dziwną granatową poświatą, a lewej z kolei bicz palący czerwonawym ogniem, szybki ruch lewej ręki i bicz uderzył ten wydłużył się i uderzył bestię prosto w twarz, o ile można to coś nazwać twarzą. Bestia rykła z bólu, spojrzała na swego prze4ciwnika który ośmielił się podnieśc na niego rękę. Czerwony gniew zasłonił bestyji oczy, swą ogromną łapą uderzyła w ziemię, ziemia wokoło zatrzęsła się, wszyscy w odległości piędziesięciu kroków padli na ziemię wbrew swej woli, nawet rydwan Wner'zhulmira aż podskoczył w górę wywracajac sie przy lądowaniu. Ogary szybko powstały ale nie potrafiły uciągnąć rydwan, jedno z ostrzy wbiło sie an dobre w ziemię. Upió jednak newiele sobie z tego zrobił uniósł się wyżej w powietrze i lewitując kilak metrów na rydwanem uderzył biczem ponownie...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
Odp: ,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #50 dnia: 05.05.2011 00:18 »
Bicz po raz kolejny uderzył, odgłos uderzenie rozszedł się echem po polu bitwy, wielu przerwało walkę by patrzeć na ten dziwny pojedynek przerażających istot.
Z jednej strony bestia wielka niczym dom wójtowy albo i książęcy dworek nawet, straszliwa, pokryta czarną sierścią i zębiskami wielkimi choćby szpikulce od bron.
Z drugiej niewielkiej postury koścista postać, zakryta kapturem, unosząca się pół metra nad ziemią.
Bestia zaryczała z bólu, po czym skierowała swój gniewny wzrok na Wner’zhulmira, wykonała kolejny ryk i zaatakowała pełnym pędem, ogromne łapy wgniatały się przy tym w ziemię, a ziemia drżała przy każdym kroku.
W ostatnim momencie upiór jakby znikł, a bestia przebiegła nie trafiając na opór, a po chwili kolejny cios bicza trafił prosto w plecy…

Czarny z wrażenia aż musiał zdjąć zakrwawiony hełm by lepiej zobaczyć tą dziejącą się przed jego oczyma scenę.
-  O psia kostka – rzucił mimowolnie przekleństwo które nijak nie pasowało do jego wcześniejszych ostrzejszych wyrażeń. Lecz cóż się dziwić, skoro nawet w swych najczarniejszych snach nie widział czegoś takiego.
Łucznicy przestali strzelać w kierunku bestii, teraz wszystko zostało w rękach sił ciemności.

Bestia zaryczała, a z jej ust wydobył się strumień ognia, polana wokoło i okoliczne drzewa stanęły w płomieniach,  peleryna Wner’zhurmila także pokryła się ogniem, ten jednak miast gasić ruszył na wroga z wyciągniętym mieczem, raz jeszcze uderzył biczem nim jego miecz…
Ten nasz świat to istny narreturn ;)