Autor Wątek: ,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"  (Przeczytany 29153 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

The Yaariwa

  • Gość
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #15 dnia: 06.11.2004 23:42 »
Dzwięk niósł się daleko.
W dużej  osadzie Zbrosława, w przysiółku łowców ptaków  oraz tam, gdzie były domostwa ludzi obrabiających i łupających kamień, zaczął się ruch. Dolina rzeki obudziła się z uśpienia.
Z ścian zdejmowano broń, kołczany zapełniały się strzałami, wyciągano pośpiesznie tarcze, które na codzień leżały w kątach spichlerzy.
"Sygnał -Gnolle!"  ta wieśc szybko niosła się wsród ludzi. Zwoływano się dzwiękami rogów i sygnałami dymnymi. Wypuszczono niezawodnych  zwiadowców: specjalnie szkolone psy oraz sokoły.  Przygotowania trwały...
Tymczasem Olcha, która zeszła z wieżyczki, biegła przez osadę  wołając, że Gnolle blisko wypatrywała Krwawego.
Być może tak miało być: przeznaczenie albo los a może i bogowie doprowadzili do tego, że resztką sił dobiegła na plac straceń. Zza grubych pni omszałych drzew, dojrzała dwugłowy posąg Mararsława.
Stanęł jak wryta !
Obok na płaskim głazie siedział Czarny!   nie wiedziała co robić...co?... jakim cudem? ...już raz padła ofiarą podstępu, z drugiej strony dobrze wiedziała że Gnolle, panicznie boją się tego miejsca i nigdy nie zdarzyło się, żeby którykolwiek z nich tu przyszedł samowolnie. Ziemia wokół była nasiąknięta ich wydzieliną - konary drzew straceń nie raz dzwigały ich wstrętne ciała.
Czarny widząc dziewczynę, wstał powoli, mówiąc: "Wiem co się dzieje, patrząc w żar w moim magicznym tyglu, dostrzegłem  o wiele wcześniej, że nadchodzą Gnolle  - te wstrętne stwory próbują, omamiają, łudzą...przybierają różne formy...Ale mnie chroni On!" - wskazał za siebie, na nieruchome kamienne oblicza.
Teraz zauważyła, że jego czarny, postrzępiony ubiór był pokryty dziwnymi znakami, a długie włosy są spięte chitynową klamrą w tradycyjny bojowy ogon.
Z dziwną pewnością siebie, jadowicie powiedział: " Powiedziałbym wam o tym wcześniej...ale tylko jątrzycie i narzekacie, zachowujecie się jak gromada dzieciaków! Ja jestem przygotowany!  wy zmykajcie do Kościstej Groty! ...sam zrobię co trzeba!"  
Przeczuwała,że posłuży się dzwiękiem - ta broń,  w walce z istotami innymi niż ludzie nie miała sobie równych.

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #16 dnia: 07.11.2004 01:17 »
Leśnym traktem wiodącym od Wrocławia, szybkim krokiem maszerował woj.
Delikatny nocny wietrzyk lekko poruszał liśćmi drzew, gdzieś w oddali udało się dosłyszeć huczenie sowy. Dostrzec można było człowieka, którego wygląd niejednego by wytraszył o tej porze. Na sobie miał on narzucona skórę niedźwiedzia, którego głowa spoczywała na głowie tegoż woja. Twarz jego surowa i zakrytą gęstą ciemna brodą. Cała  budowa mężczyzny sugerowała że nie był on od głupiego stania na warcie, co tu mówic sam topór który opierał na swym ramieniu mówił wystarczająco duzo. żeleziec topora był koloru smoły , prawie niewidoczny w tych nocnych ciemnościach, długi ozdobny uchwyt, za który trzymał tenże mężczyna, oraz delikatnie wygranerowany na ostrzu napis..."Mogiła".
Z wolna w milczeniu stąpał on ścieżyną prowadzącą  do  Wieszławy.
- Eeee ja tam cię nie rozumie - dało sie usłyszeć piskliwy, aczkolwiek uroczy głosik wiły - w nocy to powinniśmy spać, a nie chadzać po lasach, szkrzydełka mnie bolą już, lepiej by było jakbyś mnie poniósł na barana - rzekła z delikatnym usmiechem na ustach.
- Ach, ile razy mam ci mówić że wieszczka mówiła że mam jak najszybciej spieszyć w rodzinne strony, że idzie tu o wagę życia mych bliskich - spokojnie, choć trochę juz  z zniecierpliwieniem wypowiedział swe słowa.
- Oj Mściborku, ty byś tylkio biegał, walczył i inne takie, przez ciebie tylko łaże za tobą, miast się bawić, jako to na porządną wiłę przystało - to mówiąc poprawiła swe jasno zielonkawe, długie po pas włosy. Te musneły jej delikatną zieloną tunikę utkaną z pajęczej sieci. - Nie wiem jak ty, ale ja mam juz dość - to mówiąc cichutko podleciała za plecy mężczyzny i delikatnie ułożyła na niedźwiedziej głowie wianuszek upleciony z kwiatów.
- Leszczynko, tłumaczę ci ostatni raz, tam mieszkają moim bliscy i jeśli faktycznie im coś grozi to tam pójdę, choćbym był na samym krańcu świata - słowa te wypowiedział ze wyczuwalnym znowu zniecierpliwieniem,
mimo tego że i tak wiedział że to nadaremne, wiła to wiła, a jeśli dodać że wiła kobieta, to nie było większych nadziei na jej milcznie i brak narzekania.
- O widzę jakieś światła w oddali - powiedziała radośnie lecąca kilkanaśnie metrów na ziemią Leszczynka - w końcu może odpoczniemy. Jak myslisz, czy mają tam może wile wino? Dawno nie piłam, zresztą pewnie jakieś tańce będą w wiosce ku czci Strzyboga.
- Ja wiem że u was ku czci strzyboga to co wieczór świętujecie, ale tutaj wyznaje sie Marasława, boga który jest głównie znany tylko lokalnemu społeczeństwu ;), zresztą zaraz dowiemy sie co i jak z tą przepowiednią wieszczki - kończąc swe słowa przyspieszył kroku, tutaj Leszczynka także musiała przyspieszyć, jednak jakoś już nie portestowała, a nawet jakby rwała się do przodu, ku licznym światełkom za krawędzią lasu...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

The Yaariwa

  • Gość
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #17 dnia: 09.11.2004 13:09 »
Olcha pobiegła szukać Krwawego, tymczasem Czarny dotarł do swojej chaty.
Nawet w ciemnościach, jej purpurowo krwisty kolor robił wrażenie, obok niej stał duży spichlerz tej samej barwy - miejsce gdzie inni przechowywali zbiory, jemu służyło do magazynowania swoich magicznych broni.  Stał teraz w małych drzwiach spichlerza i spoglądał na rzędy dysków połyskujące w mroku.
Znawcy magii z innych rejonów, gromadzili swoją wiedzę w specjalnie tłoczonej twardej skórze. Początkowo były to sakwy, z czasem jednak przybrały one kształt dysku - można było więcej w nich zmieścić , no i transport też był łatwiejszy.
Czarny z  Wieszławy, zawsze starał się być lepszy od innych, zastosował dyski z okrągłych, płaskich skorup żłówi błotnych.
Dwie takie skorupy złożone razem były bardzo wytrzymałe.Sam o nich mówił : "moje twarde dyski" i ta nazwa się przyjęła. Mógł trzymać w nich straszliwe, śmiertelnie groźne dzwięki, lubował się w nich i wiedział jak je zastosować. Tam, gdzie pojawiał się Czarny wraz ze złożonymi  skorupami, panował popłoch i panika...nikt nie wiedział kiedy je otworzy i jakie ma zamiary, a to że pochodził z nerwowego rocznika było wiadome wszem i wobec.
 Po namyśle wybrał dwa, które, czego był pewien, poradzą sobie z najzdem Gnolli.
Związał je rzemieniami i zarzucił na plecy. Przechodząc przez plac, dostrzegł klęczącego przed posągiem Kudesława.
Ten młodzieniec z osady Zbrosława, często przynosił swoje  prośby przed oblicze bóstwa, denerwowało to Czarnego, poniewaz inni mogliby brać z niego przykład, próbując robić tumult oraz zamieszanie na placu.
"Czego znowu?!"' - krzyknął na niego przeraźliwie, wmierzając mu dwa kopniaki a kończąc efektownym uderzeniem z łokcia, zawołał: "Żebym Cie tu więcej nie widział! możesz zanosić prośby i błagania  w swoim domostwie a nie tu na placu!" .
Stojąc nad leżącym Kudesławem, powiedział trochę spokojniej:"Przecież widzisz, że Ten Który Nie Może Się Rozerwać, robi co może - popatrz na jego ręce! no właśnie ...są tylko cztery!"
Gdy Czarny  wszedł na główny trakt osady, dojrzał wychodzącą z lasu postać.
 Sylwetka przypominała Mścibora.Ten opój i żarłok, a zarazem mistrz władania toporem na długim drzewcu, zjawiał się tu od czasu do czasu, mówiąc, że kieruje się słowami wieszczki."Ciekawe czy wyczyścił już tę starą skórę niedźwiedzia, którą nosił na grzbiecie...? zresztą, zanim co przekąsi i poigra z wiłami, ja zrobię co należy!"- pomyślał Czarny, wydłużając krok.

Zmierzał wprost na Łasicze Wzgórze, skąd mógł dosięgnąć szykującego się do ataku wroga .

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #18 dnia: 12.11.2004 11:35 »
Kudesław z wolna zaczął wstawać, trzymając się za bok. Jęknął z bólu, trzymając się za miejsce w które Czarny wymierzył cios z łokcia.
Gdy juz wstał zaczął biec w kierunku Zbrasławy.
- Teraz się miarka przebrała, kiernaza wstrętna nie człowiek - knął pod nosem ze złości. - Nigdy nie wolno nam sie modlić pod samym posągiem, to przez to zboże w Wieszławie jest wyższe i bardziej urodzajne niż u nas. Oni na koniec zbiorów mają zawsze pełny spichleż, a my to ledwie do połowy zapełniamy, jawna niesprawiedliwość. Wszystko właśnie przez to że karzą nam się modlić pod naszymi domostwami, a sami modlą sie pod samym posągiem i dlatego łaska Marasława jest dla nich wiekszą.
Nawadnianie, pfu - splunął Kudesław - gówn* prawda. Ile razy to Czarny z Krwawym tłumaczyli że to wina tego że rzeka płynie przez Wieszławe a nie Zbrasławe. Taaa mówili, wszystko wymaga czasu, jeśli zbuduje się irygacje, to nasza ziemia też będzie nawodniona, a nasze plony będą równie wielkie jak ich. Oni nas chyba uważają za głupców!!! - krzyknał gniewnie - to nie ma z tym nic wspólnego, to tylko te modły pod posągiem Marasława.
Ale to sie skończy, gnolle zaatakowały Wieszławe, jeśli rzeknę ludziom ze Zbrasławy żeby nie pomagali im w obronie to wioska cała będzie zniszczona, ostanie się tylko posąg Marasława, którego gnolle boją się tknać przez jego boskąmoc. A wtedy, gdy nie będzie już Wieszławian, Czarnego oraz Krwawego będziemy mogli sami sie do niego modlić i  nasze zboże będzie nawet bardziej urodzajne niż ich teraz. Może zapełnimy nawet dwa spichleże - pocierał z zadowolenia ręce - Taaaak, to będzie piekne. Nawet jesli jakoś się obronią Czarny jest sam, a gnolle osłabią siłe Wieszławy, zorganizuję ludzi z Zbrasławy i Ptaszowa, może i z Kamieniogrodu też się do nas przyłączą. Razem postawimy się sile Wieszławy i ich zniszczymy, całe błogosławieństwo Marasława będzie tylko nasze.
Nasi jeźdźcy Zbrasławy, słynni na całej Głubczlandi, wyszkoleni w naszej słynnej Zbrasławskiej stadninie zrobią porządek z tą Wieszławską kohostą Krwawego, tym bardziej że Krwawy został otruty jadem rogatego ślimaka, nie będzie więc kohorta już taka silna cha cha cha - zaśmiał sie Kudesław, ale szybko przestał gdyz poczuł znowu ból w miejscu gdzie Czarny przywalił mu z łokcia - Ech przeklęci, zobaczą potęgę Zbrasławy,  cała Głubczlandia będzie nasza.

Tak oto knując oraz zacierajac ręce Kudesław dobiegł do pierwszych zabudowań Zbrasławy...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #19 dnia: 14.11.2004 21:51 »
Tymczesem w Wieszławie przygotowania do wojny było widać wszędzie...
Wszyscy wartcy i rześcy mężczyźni przygotowywali swoją długo nieużywaną broń a kobiety i dzieci modliły się pod posągiem Mararsława o zwycięstwo, zbierały zapasy i uciekału do Kościstej Groty.
Olcha tym czasem dobiegła do chaty Krwawego, który ku jej zdumieniu siedział ubrany w krwisto czerwone szaty na ławce i gwizdał jakieś mętne melodyjki pod nosem... Olcha wiedziała, że to przez nią Krwawy stracił wszelkie ambicje do tego by walczyć, lecz wiedziała również, że tylko ona może coś z tym zrobić...
Nawet jej się nie śniło podchodzić do Krwawego gdy był w takim stanie, usiadła pod drzewem i zaczęła myśleć co począć. Nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł. Przypomniała Sobie o Mrocznym Wędrowcu (bo tak go nazywano), który bardzo dawno dotarł do Wieszławy, zachowywał się bardzo dziwnie więc mieszkańcy wygnali go do starej zapomnianej chaty, która znajdowała się głęboko w lesie. Legenda głosiła, że ów człowiek znał różne magiczne zaklęcia, które służyły mu w omamianiu wrógów i nie tylko. Pomyślała "Czemu nie? Może Mroczny Wędrowiec będzie znał jakieś lekarstwo na jad rogatego ślimaka".

Długo się nie zastanawiając ruszyła w kierunku chaty Wędrowca. Była już noc i wiedziała, że musi się spieszyć bo Gnolle nie będą długo czekać...
Dotarła na miejsce przed północą, stara otoczona drzewami chata opatulona blaskiem księżyca powodowała u niej dreszcze, ale wiedziała, że musi to zrobić. Zbliżała się do domostwa i dostrzegła promyk świecy połyskujący za oknem i już wiedziała, że Wędrowiec musi dalej tu mieszkać. W pewnej chwili drzwi chałupy otwarły się ze zgrzytem i w progu stanął stary człowiek w czarnej pelerynie z kapturem na głowie.
Olcha podeszła do niego zachowując ostrożność, niewiedziała bowiem jak potężna jest jego magia. Dokładnie wytłumaczyła Wędrowcowi sytuacje i poprosiła o pomoc. Mroczny Wędrowiec obrucił się za Siebie i wszedł do chaty bez słowa, Olcha postanowiła ruszyć za nim, gdy weszła zobaczyła mnóstwo różnych fiolek z mikstuarami na wielkich regałach w chacie. Starzec sięgnął delikatnie po jedną z fiolek i wręczył Olsze po czym rzekł :
"Kobieto jeśli Twoje słowa ślą prawdę to mnie przypadnie zaszczyt pomocy Tobie, proszę podaj tą miksturę człowiekowi, którego zwiesz Krwawy to pomoże mu odzyskać siłę i wiarę w Siebie, a teraz idź już, Twoja misja jest ważna i nie możesz zwlekać". Olcha podziękowała i wybiegła z chaty w kierunku chaty Krwawego...

Tymczasem w Zbrosławie trwały już przygotowania do buntu...

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #20 dnia: 16.11.2004 01:58 »
Do chaty sołtysa wpadł zziany woj, pochylił się  wspierając przy tym rękami o stół, dyszał ciężko po przebytej właśnie biegiem drogi.
- No i co że z Ptaszowem, dołaczają się do buntu czy nie - zapytał pośpiesznie Morfomiech, nie dając mężczyźnie czasu na odpoczynek.
-Ano tak...powiedzieli że są po naszej....stronie - mówił z przerwami, starając się złapać oddech.
- No dobrze ale jakie ich siły - wyskoczył z tyłu zaciekawiony Kudesław - mów że, bo musimy taktyke opracować jakową.
- Powiedzieli że swych wyśmienitych oszczepników....do boju w słusznej sprawie dołączą...do tego jeszcze  chłopstwo w cepy i widły dozbrojone..uffff - nabrał znowu łapczywie powietrza.
- No to jak narazie bogowie są po naszej stronie - rzekł Morfomiech, niech no tylko jeszcze z Kamieniogrodu sie dołączą, a z pewnością tak będzie, to zgnieciemy ich jak małego robala.  Czarnego z kolei za to co wyrządził Kudesławowi i wszystkim naszym to na ścięcie damy. Chociaż może lepiej nie - zamyślił się na chwile - lepiej będzie wygnać przecz z Głubczlandi, bo zabijąc go jeszcze ześlemy na siebie gniew Marasława.

Drzwi od chaty znowu się uchyliły i wbiegł do środka kolejny woj.
- Odpocznij chwilke i mów że co i jak z Kamieniogrodem.
Ten przed chwilę odpoczywał, łapiąc szybko powietrze w płuca, gdy oddech trochę stał sie spokojnieszy, szybko zaczął zdawać raport.
- Morfomiechu...niestety powiedzieli że nie będą przykładać do tego swych mieczy,  nie chcą zsyłać na siebie gniewu Marsława... zresztą ich plony nie są aż takie złe, więc wolą by było tak jak jest...- wysapał mężczyzna.
- Co?! Jak śmią nie stanąć do walki w słusznej sprawie - wykrzyknął gniewnie Kudesław. Wstyd  i hańba!
- Spokojnie Kudesławie - Uspokajał go Morfomiech - a rzeknijcie no czy powiedzieli że stać będą po stronie Wieszławy?
- Nie panie, powiedzieli że nie będą sie wtrącać, ani też nie staną po żadnej ze stron - opowiedział pospiesznie.
- To i tak nie ma źle, mamy w naszej armi jeźdzców Zbrasławy, zbrasłwickich wojów, oszczepników z Ptaszowa, oraz wielu chłopów gotowych walczyc w tej sprawie. - Morfomiech zaczął chodzić po sali, kalkulując szanse na zwycięstwo - Po za tym Gnolle pewnie osłabią Wieszławe, Krwawy jak wiadomo został otruty, to zwycięstwo będzie nasze. I ja wam dam to zwycięstwo, a to dlatego że ja Morfomiech "jestem ze Zbrasławy!!!"

Po tych jego słowach, w całej sali słychać było okrzyki radości, jakby to  zwycięstwo właśnie nastąpiło...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #21 dnia: 18.11.2004 12:54 »
W międzyczasie w Wieszławie, Olcha ledwo łapiąc oddech w płuca przez długi bieg jaki dzielił ją od chaty Krwawego dobiegła wkońcu na miejsce. Krwawego nie było przy chacie, ale szybko niezastanawiając się dziewczyna wbiegła z impetem do domostwa woja. Krwawy, który siedział spokojnie na bujanym fotelu spadł i ze strachu schował się za kominek...
Olcha powstrzymywała się od śmiechu albowiem rozśmieszył ją widok wielkiego woja, którego to wszyscy się lękali swoimi czasy chowającego się ze strachu za kominkiem.

Krwawy widząc, że to Olcha a nie jakiś wymyślony strów, który chce go zabić, wstał i otrzepał swoje łachy z pyłu i resztek węgla. Wyprostował się i jeszcze trochę przestraszonym głosem rzekł: "Do diaska! Kobieto kiedyś ktoś Ci te rudawe włosy powyrywa za tak bezczelne straszenie starszego woja... czegóż szukasz znów u mnie??"

Olcha trzymając w ręku fiolkę z miksturą od Mrocznego Wędrowca podeszła do Krwawego i rzekła pewna Siebie:
"Woju wiem, że to przez mój strach i pewność Siebie straciłeś swoją siłę i wartkość do walki, ale chce to naprawić!"
Krwawy spojrzał na nią pobłażliwie, chciał rzec, że to nie jej wina, ale dziewczyna szybko sięgnęła po fiolkę i kazała mu wipić...
Krwawy chwilę się zastanowił bo niewiedział czy Olcha znów nie stara się go otruć lecz zawsze była znana z prawdomówności więc zawierzył jej swój los. Chwycił fiolkę i jednym ruchem wypił całą zawartość...
W tej chwili znieruchomiał, fiolka wypadła mu z ręki. Stał i wpatrywał się ślepo przed Siebie... Olcha przestraszona myślała, że Mroczny Wędrowiec oszukał ją i teraz już nic nie uratuje Wieszławy...
Nagle przez drzwi wpadły do chaty dwa Gnolle uzbrojone po zęby, dysząc zawzięcie szły pomału w kierunku Olchy, która już wiedziała, że to jej koniec. Nagle usłyszała świst koło uszu i oba Gnolle padły martwe w toporami wystającymi im z głów... Odwóciła się i zobaczyła Krwawego w pełnym rynsztunku z Toporem w dłoni, dumnego i uśmiechniętego...
Krwawy podszedł do niej padł na kolana i dziękował. Olcha opowiedziała mu wszystko, więc pośpiesznie wstał podbiegł do progu i rzekł:
"Zrobim ja wszystko co w mej mocy by ocalić maszą wioskę, wstrętne Gnolle nie będą się pławiły naszymi plonami... Poślij kobieto jak najszybciej po Mścibora i Czarnego by spotkali się ze mną pod posągiem Mararsława umówić plan i wezwać jeszcze jednego woja z krainy Mrocznej, którego imię znamy tylko my, którego lęk jest przyzwać, lecz jest nam winien dług. Powiedz wojom to co usłyszałaś i przygotuj do walki resztę wioski. Ja już idę przygotować swoją broń... DO BOJU!!" Z krzykiem na twarzy Krwawy wybiegł z chaty i pognał do lasu.

Olcha dobrze poinstruowana ruszyła w kierunku chaty Czarnego a następnie do karczmy po Mścibora...

Cała wioska była już przygotowana do bitwy, która niedługo miała nadejść...

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #22 dnia: 19.11.2004 22:02 »
Krwawy zaczął przygotowania to bitwy, szybko złapał swoją łuskową zbroję i narzucił na siebie. Przymocował swoje ulubione dwa miecze: "Świt i zmierzch", przełożył przez plecy sulicę oraz nałożył szyszak. Tak, on był już gotowy. Szybko wybiegł z chaty by pozbierać w kupe swoją kohortę, gdy biegł starał się przypomnieć szczegóły co do ich mrocznego przyjaciela...

"...bardzo dawien temu, bedzie ze dwie setki wiosen, na gościńcach Jaćwingów szalała banda Wnermiła. Był to wielce okrutny herszt zbójów, jego kamraci tak wyrzynali dookoła wszystko w pień że w końcu nie mówiono w krainach słowiańskich o bandzie, jeno o hordzie. Lata całe, krwawo rozprawiał sie z wszystkimi którzy weszli mu pod topór. Jak sam za życia mawiał - "Krew i złoto jednaki smak mają" - nie jest więc trudno sie domyslić jak staszliwym on był hersztem. Nic tylko napadał, rabował, gwałcił i liczył nazbierane złoto. Czasami nazywano go Wnermił Złotolicz. Jego chwalebne czasy jednak pewnego dnia sie skończyły, swój topór podniósł na pewną wiedźmę, ta nim wyzionoła ducha, przeklnęła jego duszę. W dwa lata po tym jego horda została osaczona w hELMOwym jarze, był to gród wybudowany u podnóża gór. Niestety tam żywot jego, jak i całej hordy sie zakończył. Dumnie ci oni sami przeszyć się swymi mieczami woleli, niźli na tortury do księcia Kijowskiego dostać, Vladimira.

Wtedy właśnie przekleństwo wiedźmy zadziałało dni parę po śmierci jego, dusza i ciało  w wąpierza, przemienion ostało. Ducha nieumarłego z niwii przybyłego. Swoje krwawe żniwo dalej jednako wiódł przez owe dwie setki wiosen, ilość krwi jaką niejednokrotnie wypijał była wprost niesamowita. Niektórzy rzekali że on to upija się ową krwią jak jakimsik miodem, czy innym trunkiem słowiańskim. Przedo nazwę jego zmienili i zwali go od czasu tego Wner'rzulmirem. Czas jednak nadszedł że Bogowoj pewien uwziął się na niego , chcąc ratować swój nieumarły żywot wdał się w umowę z Czarnym i Krwawym. Ukryli go oni niedaleko wioski, tam śpi do czasu aż by sie  miało uspokoić, w zamian obiecał im pomóc, gdy czas takowy przyjdzie....to właśnie był ten czas....
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Mścibór

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 296
    • http://www.asg.wieszowa.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #23 dnia: 20.11.2004 22:34 »
Przy dużej dębowej ławie siedział woj z namaszczeniem trzymając kufel przedniego miodu. Na plecach miał zarzuconą niedźwiedzią skórę a o stół oparty półtoraręczny topór, który zwał ,,Mogiłą”. Jego spokoju nie była w stanie zburzyć ni wiła, która siedząc za jego plecami plotła mu kolejny mały warkoczyk na włosach sięgających ramion ni karczmarz, który biegał tam i z powrotem z kuchni do piwniczki lamentując głośno o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Powolnym ruchem ręki zbliżył do swej czarnej brody kufel i zaczął się rozkoszować zapachem trunku. Wtem drzwi karczmy otworzyły się z hukiem a za nimi do środka wbiegła młoda dziewczyna. Woj słysząc huk odruchowo upuścił miód i pochwycił topór stając na równe nogi.
-Czy tyś panie jest Mścibór z Wrocławia-wysapała pośpiesznie. Widząc kiwającego twierdząco woja ciągnęła dalej- Krwawy prosi cię o pomoc w imię starej przyjaźni gdyż wioskę gnole chcą rżnąc a sił nam brakuje.
-Prawisz, że gnole na tutejszych ruszyły-Twierdząco rzekł Mścibór
-Kto chce bezkarnie rżnąć Wiesławe z moją Mogiłą niechybnie się spotka- ryknął gniewnie patrząc na rozlany miód.
- Leszczyno ty skryj się w bezpiecznym miejscu a ja musze parę łbów przestawić. Prowadź kobieto- kiwnął w stronę Olchy- byle wartko.
Ona odwróciła się na piecie i pobiegła na zewnątrz w stronę lasu gdzie pognał Krwawy. Nie wiedziała gdzie jest Czarny, ale towarzystwo osobliwego woja w niedźwiedziej skórze dodawało jej odwagi.
Każdy adept Taekwon-do zawsze będzie uczciwy i skromny w obliczu niesprawiedliwości bez strachu i wahania stanie po stronie prawdy, niezależnie od liczby i siły przeciwnika.

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #24 dnia: 20.11.2004 23:13 »
Wiedziała jednak, że bez Czarnego nie uda im się dopełnić rytułałów by przywołać Wner`zulmira, była pewna więc iż musi go odnaleźć...
Wiedząć iż Mścibór z Wrocławia jest tuż przy niej nie obawiała się Gnolli przeszukując kolejno połacie mrocznego lasu...

Po 4 godzinach poszukiwań Mścibór wraz z Olchą opadali z sił, lecz nie mogli przestać gdyż rytuał mógł zaważyć losy Wieszławy. Usiedli na chwilę pod starym dębem by odpocząć i przemyśleć następne etapy poszukiwań. Wtem Mścibórowi do głowy wpadł pomysł. Przypomniał Sobie stare zawołanie bitewne, które wymyślono eony temu w krainie ciągnącej się bardzo daleko od słowiańskich krajów. Kraina ta zwała się Azetromer. Dokładnie o północy przed walką wielki woj miał nadąć w róg Thorna, który znajdował się w każdej wiosce. Mścibór skoczył pospiesznie stając na proste nogi ,strasząc swym zachowaniem zasypiającą już Olchę, i zaczął biec ile sił w nogach do starej krypty na zachodzie Wieszławy. Olcha nie mogła pojąć co opętało wielkiego woja więc nie myśląc długo zaczęła biec za nim. Przybyli do krypty w zaskakującym tempie, Mścibór pośpiesznie rozłupał Mogiłą kamień blokujący wejście do krypty.
Na ścianie mrocznego pomieszczenia, które wyglądało jakby nie zaglądano tam od wieków, wisiał jadeitowy róg. Mścibór pochwycił go czym prędzej, wybiegł na zewnątrz, wdrapał się na najbliższe i najwyższe drzewo i zadął z całej siły jaką posiadał w wielki jadeitowy róg...

Dźwięk wydawany przez róg niósł się na niesamowite odległości...

Teraz wystarczyło czekać na przybycie Czarnego, który musiał usłyszeć dźwięk, który napewno zastał w jego pamięci podczas ostatnich bitew...

Offline Ewka

  • Nowy Forumowicz
  • **
  • Wiadomości: 12
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #25 dnia: 13.12.2004 21:39 »
Po niespełna godzinie oczekiwania przybył Czarny i nareszcie mogli dokończyć rytuał wskrzeszania Wner`zhumira. Czas ich naglił więc czym prędzej pobiegli pod pomnik Mararsława. Jedynym sposobem aby przebudzić go było wypowiedzenie  szesnastoliterowego słowa które brzmiało " nobiluhellpatrus". Wypełniając części rytuału zwrócili sie w trzech kierunkach świata: Mścibór na zachód, Krwawy na południe ,a Czarny na wschód. Na umówiony znak głośno wypowiedzieli te zaklęcie w starodawnym języku. Powtarzali je 3 razy wyraźnie akcetując "hell" . Przez dłuższą chwile nic się nie działo , panowała dziwna cisza... Nagle zerwał się wiatr. Wielkie drzewa wyginał w każdą stronę ,wydawało się jakby wszystko chciał zniszczyć. Następnie niebo (chociaż było południe) pociemniało  tak bardzo, że nawet w nocy dało się więcej dostrzec. Rozległy się  grzmoty ,a sosna niedaleko pomnika zapaliła się od jednej z błyskawic. Trzej wojowie spojżeli na siebie z zadowoleniem, ponieważ wiedzieli, że są to oznaki zbilżającego się Wner`zhumira. W pewnym momencie ziemia zadrżała pod ich stopami , a kilometr od nich rozległ się  huk . Z tego także miejsca zauważyli wydobywający się ku górze puprpurowy dym. Było to mniej wiecej miejsce gdzie przed wiekami znajdowała sie kopalnia należąca do krasnoludów ,którzy wydobywali cenne szmaragdy. Powoli na horyznocie dostrzegli rydwan . Wojowie rozpoznali kto w nim siedział ...

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #26 dnia: 16.12.2004 17:49 »
Rydwan z wolna zbliżał się w kierunku stojących postaci,  
dwa ogromne ogary o czarnej jak noc sierści i wściekło  
żółtych ślepiach zaprzęgnięte były do owego rydwanu.  
Warcząc złowrogo ciągnęły pojazd na którym stała  
mroczna postać. Długa czarna poszarpana szata zwisała  
luźno na ciele Wner'zhulmira, nie dało się dostrzec na  
dole nóg, wydawałoby się jakoby lewitował on parenaście  
centymetrów nad podłogą rydwanu. Głowa jego cała była  
przykryta kapturem, jedyne co było spod niego widać to  
czerwono krwawe oczy, które każde dziecko przyprawiło  
by o płacz, u kobiet spowodowałby krzyk, a pod niejednym
 mężem nogi zaczynały by się trząść. Olcha także w  
pierwszym momencie krzyknęła i szybko schowała się za  
plecami Mścibora.
- Witajcie - dało się usłyszeć spod kaptura gardłowy  
Nisko tonowy głos.
- Witaj Wner'zhulmirze - pierwszy  przerwał chwilową ciszę  
Czarny - wezwaliśmy cię tutaj nie z byle powodu.
- Wiem - odrzekł - doskonale wiem co się dzieję i musze  
przyznać że chwilowo nie jestem tutaj potrzebny.
- Jak to niepotrzebny - podniósł głos Krwawy - Gnolle  
atakują wioskę chcąc ją zniszczyć, a ty mówisz że nie  
jesteś potrzebny?!
- Zgadza się - odpowiedział spokojnie tym samym  
Nisko tonowym głosem - niedługo pojawi się o wiele  
gorsze niebezpieczeństwo, ale nie mnie o tym mówić. Inna  
osoba wam wszystko niedługo opowie hehehe.
Czarny, Krwawy i Mścibór patrzyli zdziwieni to jeden na  
drugiego, to z powrotem na Wner'zhulmira.
- Dobra - odezwał Czarny - mów co to za  
niebezpieczeństwo i gadaj także dlaczego ukazałeś nam  
się w tej dziwnej postaci i to na dodatku w rydwanie  
ciągniętym przez dwa piekielne ogary? Czy jedno ma  
związek z drugim? A może podpisałeś jakiś pakt tam w  
zaświatach z Czarnobogiem - spojrzał podejrzliwie na  
Wner'zhulmira.
- Hahaha, ciebie Czarny nie da się chyba zaskoczyć takimi  
sprawami, widzę że wielka twa wiedza na ten temat. Może  
i ty się dołączysz na służbę u mego nowego pana? -  
Spojrzał z uśmiechem na Czarnego.
- Mnie nie trzeba nowego pana, służę tylko i wyłącznie  
Marasławowi i jemu poświęcę swe życie, choćbym miał i  
zginąć broniąc jego posąg przed gnollami.
- Gnolle są nieistotne, juz teraz czmychają z powrotem w  
lasu, gdyż wiedzą co tu się zbliża. A co do mnie to fakt juz  
nie jestem Wąpierzem który lęka się byłe kolka  
osikowego, ma moc teraz większa i nie tak łatwa do  
pokonania. Nie lękam się już materialnych przedmiotów,  
nie w sposób już mnie nimi zabić, nawet jeśli komu się to  
uda, me ciało na powrót odtworzy się w niwi. Pan mój nowy
przemienił mnie w upiora...
- Upiora - zapytała zza pleców Mścibora cichutko Olcha -  
co to takiego?
- Upiór to przeklęta istota - odpowiedział Czarny -  
powoduje u ludzi przerażenie, potrafi przenosić się  
między światami kiedy tylko zechce i jak powiedział  
prawie niemożliwe jest zabić takiego w naszym świecie.
Przyznam szczerze że rad jestem że po naszej stronie  
jesteś - rzekł spoglądając na jego czerwono krwawe oczy -  
a jesteś nieprawdaż?
- Jestem - odrzekł spokojnym głosem - jestem tu po to by  
wam pomóc, ale teraz czas na mnie, przybędę jak uznam  
że będę potrzebny, narazie żegnajcie. Sława! - po czym  
złapał swymi kościstymi, szponiastymi rękami lejce i  
uderzył nimi o grzbiety ogarów - te ujadając ruszyły  
biegiem przed siebie, by ku przerażeniu Olchy po chwili  
rozpłynąć się w powietrzu.
Mścibór czuł jak Olcha cała drży ze strachu, ale nie czas  
teraz był na pocieszanie czy uspakajanie niewiast, teraz  
był czas działania.
- Kto niby ma nam przynieść te informacje -  
zdenerwowanym głosem rzekł Krwawy - nie mamy czasu  
jesli to takie ważne, trzeba czym prędzej zmobilizować  
wojów i przygotować się do obrony.
- A kto powiedział że to ma być zagrożenie pod postacią  
jakiejś armii, przecież równie dobrze może to być jakiś  
demon z przybywający z niwi.
- Ano tak, Czarny ma rację, nikt nie mówi o wojskach czy  
czymś takim - zwrócił uwagę Mścibór - może to też być  
jakieś zagrożenie na zasadzie intrygi lub zdrady.
- Ciekawe spostrzeżenia, ale jednemu mi nie zaprzeczycie  
że najlepiej od razu ruszyć do wioski, będąc tu w lesie  
wiele się nie dowiemy, ani nie zdziałamy - to mówiąc  
Krwawy odruchowo złapał za swe miecze - ale i tak  
uważam ze stal mych mieczy będzie tu potrzebna.
- Zaiste, może się przydać - usłyszeli nagle z sobą kobiecy
głos - szybko cała czwórka odwóciła się a ich oczom  
ukazała się młoda kobieta. Szczupła, wysoka o długich  
ciemnych włosach, jej ciało chronił skórzanym, pikowany  
kaftan. Przez plecy przewieszony był długi łuk, a w ręku jej
 dostrzec można było włócznie. Może i Olcha, jako że  
młoda i niedoświadczona osóbka pomyślała że to po  
prostu kobieta, ale sam wygląd, jak i fakt że udało jej się  
podejść do nich, a żaden z nich nawet tego nie spostrzegł  
oznaczać mogło tylko jedno, przed nimi stała dziwożona.
W sumie Krwawy jak i Czarny znali ją, pojawiała się rzadko
i tylko w sprawach które uważała za słuszne. Co tu mówić,  
ich oczy mogły ją teraz oglądać ledwie po raz czwarty,
imię jej nie było im obce, a  brzmiało ono Lawonka.
- Sława - rzekła spokojnym głosem
- Sława odpowiedzieli prawie wszyscy chórem - co cię tu  
sprowadza? - ciągnął dalej Mścibór
- Złe wieści, od zachodu w waszą stronę zmierza krucatyja,
wielka liczba ci wroga. Idą tu i  siłą lub groźbą zdobywają  
kolejne grody oraz wioski, a za dwa dni będą także i tutaj.
- A jak wielka ich liczba? - zapytał szybko Krwawy
- Duża, szans wielkich nie macie, chyba tylko albo poddać  
się czy też czmychnąć na wschód.
- Nigdy - krzyknął gniewnie Krwawy - nie dam by
niemieckie  łajno rządziło się naszymi ziemiami!
- Pewno i będą chcieli zbeszcześcić posąg Marasława, ja i  
moi opętani wojownicy na to nie pozwolimy!
- Racja - podniósł głos Mścibór - żadna niemiecka świnia  
nie będzie ucztować w karczmie mego ojca. Po moim  
trupie!
- Kto wie - rzekła z lekkim uśmiechem na twarzy Lawonka -  
cieszy mnie że taki w was duch walki, bo może właśnie on  
uczyni to co wydaje się być niemożliwym. Narazie rzec  
tylko mogę że wyślą pewnie do was posła który postawi  
wam ultimatum jak wszystkim poprzednim.
- Jakie ultimatum? - zapytał z zaciekawieniem Czarny
- Ano takie że jak się poddacie i uznacie zwierzchnictwo  
zachodu oraz ich głównego patriarchy to darują wam  
wszystkim życie. Tylko że podatek będziecie musieli im  
płacić, dokładnie dwadzieścia dwa procent waszych  
plonów będziecie musieli im oddać każdego jednego  
roku.
- Jak śmią!? - Krzyknął Krwawy - to nasze plony i nic im do
nich!
- No cóż cóż ja tylko przekazałam to co chciałam  
przekazać. Teraz już czas na mnie, sława wam i odwaga -  
po czym odwróciła się i szybko zniknęła w zielonej  
gęstwinie.
Cała czwórka jak stała nie namyślając się wiele pędem  
ruszyła w kierunku wioski...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #27 dnia: 16.12.2004 22:06 »
Nie uszli lecz nawet dwóch kroków gdy Lawonka nagle pojawiła się znów przed nimi i pośpiesznym głosem rzekła: "Wojowie, widząc wasz hart ducha i waszą pewność Siebie, muszę wam zdradzić coś, czego nie mówiłam żadnym wojom przed wami... widząc waszą chęć obrony ojczyzny i walki myślę, że to właśnie wy możecie powstrzymać niemiecką hordę." Czarny znudzony jej pochlebstwami odburknął "Mów kobieto o co chodzi albowiem czas nas goni ku przygotowaniom do walki" Lawonka zakłopotana charakterem wypowiedzi Czarnego odrzekła "Wraz z hordą nadchodzi coś.....coś czego nigdy nikt nie widział....ni to duch ni upiór....sama nawet nie wiem jak ów stwora nazwać. Podąża wraz z hordą co czyni ją niepokonaną. Żaden człowiek nie może go pokonać gdyż strzały i miecze przebijają go na wylot a on dalej pnie do przodu" Po tych słowach nie czekając na odpowiedź wojów Lawonka znikła w gęstwinie...
Czrny spojrzał na Krwawego i Mścibora i rzekł "A może to właśnie to niebezpieczeństwo, o którym mówił nam Wner`zhulmir?? Jeśli tak to rzeczywiście te śmierdzące Gnolle mogą być naszym najmniejszym zmartwieniem"
Krwawy i Mścibór tylko kiwnęli głową na znak, że zgadzają się z jego słowami i ruszyli czym prędzej do wioski...

Po dwóch kwadransach gdy przybyli do pierwszych zabudowań Wieszławy zauważyli w głębi wioski huczną zabawę, zdziwieni pognali wraz z Olchą w tamtą stronę. Gdy przybyli pod karczmę zobaczyli wszystkich ludzi świętujących, pijących i bawiących się w najlepsze. Wojowie stanęli jak wryci widząc ludzi ze swojej wioski stojących o krok od zagłady bawiących się a nie przygotowujących się do wojny. Olcha podeszła do jednego z Biesiadników i spytała: "Welmonie, coż się stało, że świętujecie??" Welmon już trochę przepitym głosem odpowiedział niezgranie "Olcho...heh....czyż ty nie słyszała nowiny??... Gnolle...hyp....te śmierdzące robaki..hehe...nasi zwiadowcy donieśli, że uciekały jak myszy widząc nasze przygotowania do walki z nimi...hehe...". Olcha już wiedziała, przecierz Ci ludzie nie wiedzieli o Wner`zhulmirze ani o nadciągającej hordzie niemców, o której mówiła Lawonka. Opowiedziała Czarnemu czego się dowiedziała, po czym Czarny wdrapał się na dach karczmy, i donośnym głosem krzyknął: "GŁUPCY!... bawicie się, pijecie, a do Wieszławy nadciąga niebezpieczeństwo, którego nie potraficie Sobie nawet wyobrazić!!"

Zapanowała głucha cisza, wszyscy ze strachem w oczach patrzeli na dach karczmy gdzie stał Czarny. Ten zaś kontynuował: "Dostaliśmy wraz z obecnymi tutaj wojami wiadomość, że ku Wieszławie nadciąga horda śmierdzących niemców, wspieranych przez demona, którego nikt nie potrafił dotychczas rozpoznać...horda pali wszystkie wioski, które niechcą się jej podporządkować, nie ma tutaj czasu na świętowanie, walka, którą mieliśmy ztoczyć z Gnollami jest niczym w porównaniu z niebezpieczeństwem, które dopiero nadchodzi..." tu skończył i zszedł z dachu. Czarny nie mógł powiedzieć ludziom o Wner`zhulmirze albowiem posądzili by go o układy z Czarnobogiem. Wszyscy stali jak wryci, nie mogli uwierzyć, że to jeszcze nie koniec, a wręcz przeciwnie, ich walka dopiero miała się zacząć...

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #28 dnia: 17.12.2004 06:45 »
Krwawy szybkim krokiem kierował się do chaty Czarnego, tam mieli się spotkać razem z Mściborem by omówić strategię obronną Głubczlandi.
Wiatr zaczął mocno wiać, unosząc w górę opadające liście drzew.
Wzrok Krwawego powędrował w górę, gdzie ujrzał szybko przemieszczające się chmury - Ani chybi, niedługo lunie deszcz, jakby już nie dość było zmartwień - na jego twarzy można było dostrzec grymas niezadowolenia.
Po chwili wszedł do środka chaty Czarnego, tam przy zapalonych świecach łojowych, stał Mścibór razem z Czarnym. Wokoło można było dostrzec małe posążki Marasława, jakby nie spojrzeć to on był przywódcą "opętanych Marasława". Wojowników uzbrojonych w dwuręczne topory, okrytych jedynie czarną tuniką oraz hełmem na głowie, który potrafił zwięszać tonację krzyku bojowe w czasie szarży. Niejedni juz mysleli jakoby to jakie demony z samych piekeł ich atakowały. Wojowników cechowała także jeszcze jedna rzecz, nikt tak bardzo jak oni, potrafili walczyć za Marasława aż do śmierci...

- Dobrze żeś już jest - rzekł Czarny - trzeba szybko zaplanować strategię obronną Głubczlandi.
- A tak, przepraszam że kazałem wam na mnie czekać, ale musiałem rozesłać gońców do sąsiednich grodów by spieszyli ze swymi wojami w naszą stronę.
- A tak, to oczywiste, ale dośc tej gadaniny, przede wszytkim trzeba ustalić ilu nas w sumie będzie?
- No cóż - zaczął Krwawy - moja kohorta to dwie setki mężnych wojów, ty masz pod opieką niecała setke - spojrzał na czarnego - ze Zbrasławy przyjedzie z osiem dziesiątek jeźdzców, Ptaszowa z półtorej setki oszczepników, a Kamieniogrodu dwie setki włóczników. Do tego trzeba oczywiście liczyć chłopstwo uzbrojone w siekiery, włócznie, widły oraz cepy...
- Cepry hej - usłyszeli nagle za swoimi plecami. Szybko odwrócili się w tym kierunku i zobaczli lewitującego Wner'zhulmira - nie zwracajcie na mnie uwagi, chętnie posłucham waszej strategii - to rzekłwszy upiór uśmiechnął się do stojących przed nim mężczyzn. Ci spojrzeli na siebie zdziwieni po czym wzruszyli ramionami i kontynuowali przerwany temat.
- Więc co ja to mówiłem? - zaczął niepewnie Krwawy
- O chłopach mówiłeś - przypomniał Mścibór
- Ano tak. No więc tych liczę że będzie koło jednego tysiączka, ale to takie na mniej więcej bo nie da sie dokładnie określić.
- Niecałe dwa tysiące ludzi mogących walczyć w obronie Głubczlandi, to o wiele za mało by stanać z krucatyją na otwartym polu. Trzeba będzie ufortyfikować Wieszławe i tutaj bronić się przed najeźdzcami.
- Mości panowie pozwolą że przerwę - odezwał się swym mrocznym głosem Wner'zhulmir - otóż jest pewna rzecz o której nie wiecie, a mianowice że ich wielka armia rozdzieliła się na dwie części, większą i mniejszą. W waszym kierunku, akurat podąża ta mniejsza, gdyż większa ruszyła na Katogród.
- Chmmm, to istotna informacja - zaciekawił sie Czarny.
- No tak, są od was dwa dni drogi, proponuję więc wam wyjść im na przeciw.
- Szaleństwo - zaoponował Mścibór - i tak liczebnie nas z pewnością przeważaja.
- Możliwe, ale wszystko dobrze obmyśliłem. Niecały dzień drogi stąd znajduje się kamienista polana.
- Wiem gdzie to jest - przerwał Krwawy - tylko nie mów że tam mamy rozegrać z nimi bitwe. Cała polana jest usłana kamieniami i to niektórymi całkiem wielkimi, nawet nie będę mógł tam utrzymać normalnego szyku moja kohortą. Nic tylko chaos będzie, to da większe szanse niemcom.
- Ach, trochę zaufania do mej skromnej osoby - spojrzał w kierunku Krwawego - lepiej zróbcie jak mówię, bo inaczej kiepsko widzę wasz los.
Tam na tej polanie rozegrajcie ową bitwę,  nie mogę rzec więcej, no ale jestem przecież waszym przyjacielem, a przyjaciołom się ufa - na twarzy Wner'zhulmira dało dostrzec się szyderczy uśmiech, który na jego upiornej twarzy wyglądał po prostu...upiornie...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #29 dnia: 17.12.2004 17:17 »
Brzozomir brnął przez las, modląc się do Strzyboga. Z resztą właśnie tego boga obrał sobie on jako patrona wchodząc w dorosłość. Dziś znając w niewielkim stopniu moc pana wiatru, próbował stać się kapłanem. Praktykujacym to on był, a jakże. jednak te kilka czarów, phi... cóż to jest dla kapłana z Geddanyzca, jak to prusacy mówią.
    Za pasem miał toporek, dłuto długie na kilkanascie centymetrów. jego błekitna tunika była pelna plam po piwie,miodzie i w końcu wosku, gdyż Brzozomir uwielbiał włazić na drzewa i wykradać miód pszczołom. Właściwie to nigdzie nie zagrzał miejsca. A słyszał że w Wieszławie, jest dużo dzikich pszczół.
    Już miał miesiąc od czasu jak wyruszył. Tułał się po tym lesie i tułał... Aż w końcu dotarł. W drodze widział strzygi, upiory, widział raz leszego a nawet gnole, przed kilkoma dniami. Niestety, nie przyjrzał im się, gdyż uciekały jak pobite. Jeden się potknął o mrowisko... Ale była zabawa, szkoda że się miód pitny skończył...
    Odgarnął gałęzie. Jego oczom ukazał się wielki gród z drewniano-ziemną palisadą i wyskoką bramą strazniczą... Nad nim, o dziwo, latały kruki i gawrony... Była cisza,choć zdawało się że jest w grodzie gwarno..
    Właściwie, nie wiedział jak się dostał do grodu bo brama była zamknięta, a strażnik ryczał coś o demonie i niemcach... Może jednak był Brzozomir dłużej niż miesiąc w lesie? Nagle poczuł światło. Światło było widzialne tylko dla niego, a biło ono łuną zaślepiającą wszystko. Poczuł wicher, lód, deszcz i śnieg. A potem... potem znalazł sie w Grodzie.  Wieszława przygotowywała się do obrony,aż wyczuwało się ducha walki. Dzieci jeszcze biegały po Wieszławie rozbawione, a kobiety tkały i prały. Bartnik czuł że są to jedne z ostatnich chwil bestroski. Z tego co strażnik powiedział, zrozumiał dużo. Niedługo mają nadejśc posiłki.
Podziękował Strzibogowi i zaraz potem spytał się rosłego stolema gdzie mozna znaleźć karczmę. tamten wskazał mu drogę.
    Wszędzie było czuć smród bitwy, strachu, braterstwa...
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/