Autor Wątek: ,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"  (Przeczytany 29157 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #30 dnia: 18.12.2004 06:15 »
Dźwierze karczmy otwarły się szeroko, kapłan w jasno błękitnej szacie oraz lekko wydatnym brzuszkiem, stanął i nosem zaczął wywąchiwać lecące zapachy od wiszącego nad paleniskiem kociołka.
- Ach, czuję pyszną kaszę ze skwarkami, a że ślinka wprost cieknie - rzekł przybysz głaszcząc się po brzuchu. Rozejrzał się wokoło i stwierdził z przykrością że za wyjątkiem karczmarza stojącego za szykwasem, karczma jest pusta. - Niedobrze - rzekł pod nosem - i z kim tu pić i śpiewać? Sława! - krzyknął na całe gardło w stronę karczmarza.
- Sława - odpowiedział po chwili lekko zaskoczony karczmarz - czymże mogę służyć?
- A kaszy ze skwarkami pełną michę najlepiej bym prosił i placka chlebowego  do smaku. A i o napitku zapomnieć nie można, miodu antałek jakiś by się przydał - z uśmiechem na twarzy odpowiedział Brzozomir.
- Za chwileczkę przyniosę - odrzekł karczmarz, po czym zaczął szykować jadło dla swego gościa.
Brzozomir rozejrzał się wokoło szukając jakiegoś odpowiedniego miejsca na którym mógłby spocząć po swej długiej wędrówce. Najbardziej przypadło mu do gustu miejsce znajdujące się najbliżej owego kociołka, pełnego kaszy. Siadł na ławie, która aż zatrzeszczała pod jego ciężarem. Rękawem zmiótł resztki poprzedniego posiłku ze stołu, odłożył swój tobołek obok ławki i cierpliwie czekał aż karczmarz przyniesie jego zamówienie.
- Już jestem - dało się słyszeć głos karczmarza - kasza ze skwarkami, placek chlebowy i miód, jakże sobie mości pan zażyczył.
- Ach, dziękuję, niechaj Strzybóg ci to wynagrodzi zsyłając śmiech i radość do twego życia. - wiele więcej nie mówiąc złapał za drewnianą łyżkę oraz placek chlebowy i począł jeść - a co że to tak pusto dziś w karczmie,  żałoba jaka czy co?
- Nie, nie, wielka bitwa się szykuje, Niemcy całą hordą w naszą stronę idą. Krwawy z Czarnym oraz moim synem Mściborem zadecydowali jakoby zmierzylibyśmy się z nimi na kamienistej polanie. Oj ciężko będzie, ale wola walki jest wielka we wszystkich, ponoć Niemcy stawiają ultimatum. Albo się poddać i oddawać im co roku dwadzieścia dwa procent zbiorów, albo ginąć od ich mieczy.
- Jakże to tak - zdenerwował się kapłan - niech się wymagają od swoich chłopów, a nie wolnego ludu słowiańskiego.
- Ano macie racyje, jednak im tylko toporem można wytłumaczyć że nie są tu mile widziani. Jutro z samego rana wyruszamy wszyscy na kamienistą polane by stawić im czoło. Lepsza nam śmierć w boju niż być niemieckimi dupolizami. Pfu! - splunął na podłogę - Łatwo im naszych ziem nie oddamy.
- Słusznie, słusznie - odrzekł Brzozomir między jedną a drugą łyżką strawy - i ja z chęcią z wami rano wyruszę, służąc błogosławieństwem Strzyboga, moim toporkiem - to mówiąc położył rękę na swej broni przywieszonej do pasa - jak i zaklęciem jakim Strzybogowym.
- A wielce przyda się nam każda pomoc.- uśmiechnął się z zadowoleniem
- No a jak, obowiązkiem mym jako słowianina jest bronić naszych ziem przez Niemiecką plagą. Ziem, jak i ludu go zamieszkującego. Przynieś no więcej miodu, trza by świętować już zwycięstwo, które pewnikiem nasze będzie - to powiedziawszy radośnie uniósł kufel z miodem i przechylił przykładając do swych ust.
Po chwili karczmarz przyniósł kolejny antałek i podał go swemu gościowi.
- A dziękuję. Proszę tu przyjmijcie tego denara jako zapłatę za jadło, napitek i nocleg. tylko prośba ode mnie mała, obudźcie że mnie rano, by armia beze mnie nie wyruszyła.
- Oczywiście panie...eee - urwał w połowie karczmarz.
- Brzozomir - odrzekł z uśmiechem na twarzy podając dłoń.
- Miło mi poznać, jam jest Zbosłow.
Oboje mężczyźni uścisnęli sobie dłoń, po czym Brzozomir wstał - Spokojnej nocy życzę, na mnie juz czas by sił na jutro nabrać - to powiedziawszy ruszył lekko chwiejnym krokiem po schodach, pociągając co chwilę z antałka...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #31 dnia: 18.12.2004 18:29 »
Wskoczywszy w skóry zastępujące u zwykłych kmieci atłasowe i delikatne pościele u książąt, Brzozomir usnął ciężkim snem. W nocy śniła mu się bitwa, rzeź kobiet i dzieci w Wieszłowej. A potem długi, długi czas nic. Ciemność. Ciemność przerwana gwałtownie wyłaniającym się światłem z nikąd, niosącym delikatną bryzę oraz posmak Bałtyku. Gdańsk. Całe życie zawirowało wokół jednego snu. Widział pierwszego niedźwiedzia jakiego zabił w obronie swych barci oraz te jedyną... A na koniec... na koniec zobaczył samego Strzyboga, obok którego stał Gdański kapłan, który był dla Brzozomira jak ojciec, którego nigdy nie miał. Strzybóg coś mówił, a arcykapłan tłumaczył. A Brzozomir i tak nie rozumiał. Przynajmniej wszystkiego. na koniec zrozumiał jedno.
-Powodzenia-szło to z ust Strzyboga, a zarazem Arcykapłana. Sen się skończył, a przez okno drewnianej antresoli na której spał młody kapłan widać było rozstawiające się namioty. Wsparcie. Brzozomir złapał się za medalion i zaczął się modlić. Wtenczas medalion zaczął szaleć. Normalnie- drgał lekko pod wpływem magii czy wiary czyniącej cuda. Teraz-szalał i wariował. Gdańszczanin od razu pojął co to jest. Moc, taka sama jaką poczuł w dniu swych postrzyżyn. Moc która jego małe siedmioletnie ciałko rozpierała i nie rosła, aż do teraz. Teraz rozpierała jego dwudziestotrzyletnie ciało. Więcej nie spał. Leżał i rozmyślał. Cóż to mogło być....... Ze snu nie zapamiętał jednego. Bestyi chrześcijan, a ta, miała się okazać jego przeznaczeniem.

+++

-Wyrównać szyk!! Berdysze i topory w górę !! Tak właśnie! Uformować żółwia !!-teraz Krwawy się zasępił. Wojownicy mieli tylko drewniane tarcze z umbami, a te mogły być zbyt słabe i robiły dziury w pancerzu żółwia-Dobra!! a teraz łucznicy!! Tak wy Śmierdziele! To Armia, a nie popołudniowe Piwo!! Napiąć cięciwy!! Gdzie jest wasz Dowódca?? Nie ,nie ja! Gdzie jest Dobiesław?? Co?? Żona rodzi? Nie mógł se chłop lepszego momentu znaleźć??!! W każdym razie, Napiąć cięciwy!! tak...hm... ty napnij mocniej! Ty, poluźnij, bo ci się złamie!  Potem ryknął nie tylko do dwudziestu pięciu łuczników ale do całej setki wojów:
- Czy któryś z was uważa że jego ekwipunek nie jest pełen, czy...-zza regimentu wyskoczył jakiś goniec. Wrzeszczał cos, lecz nie zrozumiale. A że było ciemno, paliły się tylko pochodnie powbijane w ziemię, nie było widać kto zacz.
- Panie!! panie!! Pan Czarny przekazuje wam że Krucjata się przesunęła! Ponoć nie zmierza już przez kamienistą polanę. na razie stanęła niedaleko niej! Pan Czarny, kazał też przekazac że jest to wiadomosc sprawdzona, przez waszego kolegę i doradcę. Każe wam czymprędzej stawić się wśród chłopów oraz wojów z okolicznych grodów, naprzeciwko bramy Wieszławej.
-Tak.... Masz tu denara chłopcze za fatygę-Krwawy wyjął z kieszeni mieszek pełen złota. "Po cholere ja to jeszcze noszę. Może jutro juz tego nie będe potrzebował... W Wyraju...". Potem ryknął:
-Chodźcie chłopaki!! Idziemy powalczyć- po tym około setka wojów ryknęła aż głos ich odbił się po borze i dotarł...

+++

...dotarł jakiś zbiorowy ryk do uszu Brzozomira. Usłyszał kroki na schodach. To pucułowaty karczmarz wchodził, gdyż wyjście wojsk przesunęło się o kilka godzin w tył.
- Panie, pan pobozny jest, widać. Ja panu dam moją przeszywanicę- po czym karczmarz skinął na kapłana ręką. Zeszli schodami do magazynu za karczmą. Nadal był czuć w powietrzu skwarki. Karczmarz otworzył kufer, a w nim leżała miękka i ładna pikowana zbroja oraz skórzane rękawice zaprawiane woskiem. Ubrał to kapłan, po czym zerknął do kufra. Tam, na dnie, zobaczył naręczaki wyposażone w kolce przy łokciach. Były żelazne.
-panie weź i to, łup wojenny mego ojca. Zabrał to martwemu Inkwizytorowi...
-Panie, dzięki ci i sława. Masz tu piesznię. Jeżeli ... Jeżeli tego, wiesz tę wojnę... Zawieś Dłuto nad Kominem i nazwij swą karczmę "zadymioną pisznią"- po czym wyjął  zza pasa długie, kilkudziesięciu centymetrowe dłuto.

+++

Noc była jasna. Może i tylko dzięki pochodniom powbijanym i pozawieszanym wszędzie. Było tez ciepło. A wrony i kruki siadały na gęsiach dachów....
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #32 dnia: 18.12.2004 20:45 »
Czarny uwijał się jak w ukropie, chodził nerwowo w kółko i co chwilę przekazywał jakieś rozkazy gońcom. Jego niewielki oddział obozował na skaju kamienistej polany, skąd był doskonały widok na rozłożony w nocy obóz krycatyji. Światła pochodni były widoczne z daleka, już teraz szło powiedzieć że jest ich z trzy razy tyle co broniących się słowian.
- Aj mam nadzieję że Wner'zhulmir wie co gada, jak będzie źle to zmiotą nas z powierzchni ziemi i odeślą wszystkich do wyraju - rzekł Czarny nerwowo chodząc ciągle w kółko.
- Byleby tylko Niemcy nie przesunęli się i nie ruszyli z tej polany do rana, do tego czasu Krwawy razem z resztą zdarzą dołączyć do nas. - spokojnym głosem odrzekł Mścibór, ostrząc przy tym osełką swoją mogiłę.
- Łatwo ci gadać, to że Niemcy zgodzili się na rozmowy właśnie tutaj nie znaczy że tak właśnie zrobią, to przecież zdradliwe, plugawe robactwo. Pfu! - splunął na ziemię mówiąc o Niemcach.
- Aj ty z to nerwusek  jesteś - zniecierpliwiła się Leszczynka - daj uplotę ci warkoczyk na brodzie - to powiedziawszy machnęła kilka razy swymi skrzydełkami i juz była przy Czarnym plotąc mu owy warkoczyk.
Czarny w pierwszy momencie wprost nie mógł się ruszyć z zaskoczenia
 :shock: - Łapy precz od mej brody!! - krzyknął odganiając od siebie małą wiłe.
- Fe, żadnego humoru w tobie nie ma, nic tylko patrzeć jak Strzybóg jaką klątwę na ciebie rzuci - rzuciła pogardliwie Leszczynka.
- A w dupie mam poczucie humoru! - krzyknął gniewnie - ty mi tu o warkoczykach, a tu wojna się szykuje. Jutro los nas będzie rostrzygnion, a ty tu...aaa szkoda słów. Wynoś się  stąd lepiej! – rzucił gniewnie na koniec swych słów w stronę Leszczynki.
- Błeeeee!! - zaczęła płakać Leczynka biegnąc w kierunku Mścibora - on mnie chce wygonić, powiedz mu coś Mściborku.
Mścibór resztą swych sił trzymał nerwy na wodzy - Uspokójmy się wszyscy, co będzie dowiemy się jutro. Na razie rozejdźmy się i wyśpijmy przed jutrzejszą bitwą. W końcu musimy mieć siły na Niemców.
- Też fakt, przepraszam Leszczynko, ale rzeczywiście potrzebuję odpoczynku.
Leszczynka spojrzała tylko na Czarnego, zrobiła obrażona minkę, po czym odwróciła głowę w innym kierunku i z podniesioną głową odeszła w głąb lasu.
- Powinieneś się położyć, ja także mam taki zamiar - Mścibór zarzucił swe niedźwiedzie futro na plecy i ruszył za Leszczynką - dobrych snów życzę - dało się usłyszeć na pożegnanie.
- Tobie także - odpowiedział Czarny i położył się opierając o pień drzewa.

                                             * * * * *

 Jednakże sen nie przyniósł oczekiwanego ukojenia, nic tylko ogień, krew i śmierć. Widział jak chaty w Wieszławie płoną, jak posąg Marasława zostaje obalony, z krzykiem obudził się ciężko dysząc. Rozejrzał się wokoło, światło poranka powoli zaczęło ogarniać kamienistą  polanę, z daleka dało się słyszeć głos Krwawego.
- Ciszej psia mać i równać ten cholerny szyk! Jak trzymasz tarczę, przywalić ci w karnico!? - odpowiedzi nie dało się usłyszeć, tylko po chwilowej ciszy kontynuowanie dialogu przez Krwawego –Ryj!  Masz szczęście, bo już dawno bym cię zbił na kwaśne jabłko, gdyby nie fakt że będziesz  potrzebny dziś  w bitwie!....
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #33 dnia: 18.12.2004 22:02 »
Wystarczy iskra, by rozpalić ognisko
Nikt właściwie nie wiedział jak to się rozpoczęło. Czy jakiś zwiad chrześcijan ,czy zwiad Czarnego. Krew się lała strumieniami. Po chwili jak zauważył Dobiesław, wszystkie komendy i wszystkie strategie przesały się liczyć. Dobiesław choc był łucznikiem czuł w ramieniu odłamek bełtu. Cholerni katole. Musieli wymyślać bełty rozpryskowe. Po kiego im kusze??
Ciepło rozlało mu sie po wnętrzu ciała. bestia była niedaleko.  Jej czerwone ślepia świeciły nawet wczesnym rankiem. Hmmm... strzelać?
Wyciągnąl strzałe z mrowia brzechw powbijanych w ziemię. Wczoraj urodziła mi się córka. hm. Nazwę ja Olcha. urodziła się pod tym prastarym drzewem. Napiął cięciwę. Bestia była daleko. Niszczyła wszytsko co było niedaleko niej. W tle popestnicy śpiewali psalm 23. Puscił cięciwę. Zaświszczało. Bestia dostała w bok. A Dobiesław obuchem nadziaka w głowę. Bestia parła dalej. Dobiesław padł z hukiem. Jeszcze dychał. Po chwili poczuł ciepło rozlewające się po ciele. teraz, broczył juz krwią. Umierał.

+++

Na wzgóru stali Krwawy, Czarny oraz Mścibór. Wszyscy rozsyłali gońców do regimentów i pułków.
-Do Cholery! To nie działa! Cała ta bitwa,  wygląda jak burdel ogarniety pozarem! Po co my w ogóle rozsyłamy rozkazy!!- żalił się Czarny.
Mścibór milczał. On nie miał nic do zarzucenia swojej grupie. Ci siekali i zabijali wszystko.
Krwawy nie był pewien swych ludzi. Zaraz przed wyjazdem zwerbował jeszcze dwóch. W sumie dawało to 202 ludzi. Łowca i bartnik. Rzemieślnicy. Cóż, zawsze coś.
-Cichaj! Nie kracz tyle! Jeszcze nie wszystko stracone.. Jeszcze... Myślę że przeznaczenie ześle nam.... zesle nam kogoś...-zasyczał Nher' zulmir, wypuszczając zimny dymek z ust, o ile można było to tak nazwać.

+++
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #34 dnia: 18.12.2004 23:06 »
Dało się wyczuć jak ziemia drży pod stopami.
- Do Kata - krzyknął Krwawy - ciężka Niemiecka jazda próbuje nas zaatakować od lewej flanki. Gdzie moja kohorta!? Kohorta za mną, formować czworobok psia mać!! - darł się ile sił.
- Idę z tobą - odkrzyknął Mścibór, chwytając mocno w ręce swoją mogiłę.
- Szybciej, szybciej, ruszać swe nędzne dupy, bo wam zaraz w nie kopiami wjadą!!- spieszył ile mógł swój oddział, Niemcy juz zakręcili z lewej strony lasu i teraz juz prosta linią zaczęli w podwójnym szyku kierować się w ich stronę. Jednak kohorta zdążyła juz ustawić prawie równa linie.
- Szykuj sulice!!- kolejna komenda padła z gardła Krwawego -i czekać na mój rozkaz!
Konnica coraz bardziej nabierała pędu, ich kopie powoli zaczynały opadać w dół. Pięćdziesiąt kroków, czterdzieści, trzydzieści - Sulice rzuć!!!! - prawie dwie setki sulic śmignęło w kierunku niemieckiej konnicy trafiając w konie...
Pierwsza linia jazdy jakby została z nóg ścięta, konie z wbitymi sulicami padały na ziemię, zrzucając bądź przygniatając swych jeźdźców. Druga linia z kolei wpadła na pierwszą, tylko nielicznym udało się wprawnie wyminąć leżącą pierwszą linię. Najważniejsze jednak było to, że udało powstrzymać się impet szarży.
- Topory w dłoń i za mną, rąbać plugawe niemieckie łby!!! - to krzycząc uniósł swój miecz i  krzycząc ruszył w kierunku wroga. Po chwili oba oddziały starły się w bezpośredniej walce.
Jakiś rosły rycerz dźwignął swój miecz by trafić Krwawego w głowę, ten jednak szybko odskoczył i świtem zbił dla pewności jego miecz w prawo, a potem szybkim pchnięciem wbił zmierzch w szparę hełmu. Dało się tylko słyszeć krótki krzyk i Niemiec bezwładnie opadł na ziemię.

Mścibór także delikatnością nie grzeszył, swoja mogiłą ściął głowę jakiemuś Niemcowi, który dopiero próbował wstać i był do niego tyłem. Z pewnością nawet nie miał pojęcia jak zginął.
Kolejny będący na koniu zaszarżował w jego kierunku, ten tylko wyczekał na odpowiedni moment, po czym odbił się energicznie od ziemi i w akrobatyczny sposób przeskoczył nad jeźdźcem. Ten zaskoczony próbował obrócić konia, lecz Mścibór był szybszy, jego mogiła z  ogromna siłą wbiła się w jego plecy ,  krew pociekła po niemieckiej zbroi.
- Uważaj Mściborze - usłyszał krzyk Krwawego - szybko się obrócił, lecz zdołał tylko zobaczyć upadającego na ziemię z wbita strzałą rycerza, spojrzał w dal gdzie spostrzegł patrzącą przez chwilę w jego kierunku Lawonke.
- Dzięki ci - wyszeptał pod nosem, poczym jego topór znowu poszedł w ruch.

Krwawy dopadł jakiegoś samotnego wierzchowca, wskoczył szybko na niego i z góry zaczął siec niemieckich psubratów. Az w pewnym momencie dostrzegł walczącego w herbowych znakach dowódcę niemieckiej jazdy - Ha! Teraz albo nigdy - krzyknął i popędził w jego kierunku konia. Ten jednakże dostrzegł zamiary Krwawego, obrócił konia i ruszył ku niemu do szarży.
Wojownicy zbliżali się do siebie szybkim tempem, Krwawy uniósł swój miecz i wychylając się lekko w prawo ciął na wysokości szyi. Poczuł jak jego miecz trafia, lecz zaraz po tym sam poczuł ból w ramieniu, próbował przytrzymać się lejców, ale jakby brakło sił. Z hukiem uderzył o ziemię, ścisnął z bólu zęby i podniósł głowę, niemiecki rycerz padł na ziemię obok niego, nie dając już oznak życia.
Po chwili cały kwiat zachodniego rycerstwa co żyw zaczął się wycofywać, kto był konno spiął ostrogami swego wierzchowca i zaczął uciekać w kierunku lasu.
Krwawy spojrzał na swe prawe ramię gdzie w łuskowej zrobi można było dostrzec rozcięcie i cieknącą w dół krew. Jednak nie to teraz było najważniejsze, uniósł swój miecz w lewej ręce na gest zwycięstwa.
- Sława!!- krzyknął na całe gardło.  
- Sława!!!! - odpowiedziała mu około setka gardzieli.

*****

- Z pewnością był to silny cios dla niemieckiej armii - pomyślał Czarny patrząc na to z góry - ale jeśli Wner'zhulmir się nie pojawi to może się to mimo wszystko źle skończyć. - pogłaskał się po swej brodzie, po czym złapał za topór i zbiegł w dół wzgórza razem z opętanymi Marasława. Ich krzyk bojowy zniekształcony i spotęgowany przez hełmy na pewno obudził strach w sercach wroga...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #35 dnia: 18.12.2004 23:42 »
Krwawy choć ranny nie stracił swojej ochoty na cięcie niemieckich łbów, jeszcze gdy szedł w kieruknu wzgórza szukał jakiś leżących czekających na dobicie resztek niemieckiej hordy. Lecz po całej równinie rozsiane było jedynie mnóstwo korpusów, poodcinanych głów i kończyn. Krwawy dobrnął na wzgórze znajdujące się nieopodal równiny wdrapał się najwyżej jak potrafił i znów Krzyknął, przełykając ból ramienia:
-Sława wojowie!! Ten dzień długo będzie wsominany przez naszych potomków!! Nasze zwycięstwo nad plugawą hordą Niemców!! Lecz nie dajcie się zwieść naszym krwawym zwycięstwem, większą część tych śmierdzących robali jeszcze czai się nieopodal w Katogrodzie!! Musimy być czujni!!

W tym momencie z gęstwiny za Krwawym wyłoniła się Lawonka a za nią stał poobijany naszące liczne ślady mieczy goniec Czarnego. Krwawy podszedł do gońca, który ostatnim tchem wyszeptał mu: "Katogród padł....Niemcy nadchodzą......TO idzie z nimi" Krwawy pytał: "Co idzie?? Co idzie z nimi" lecz goniec w tym momecie był już u boku Mararsława...

Woj czym prędzej zwołał ku sobie Czarnego i Mścibora, którzy w tym czasie rozkazali armii wrócić do namiotów, przegrupować siły i czekać na dalsze rozkazy.
-Mściborze, Lawonka doniosła do mnie ledwo żywego gońca, który doniósł, że Katogród już nie isnieje a niemiecka horda gna w naszą stronę.
-Napewno nie były to majaczenia umierającego - ironicznym akcentem dopowiada Mścibór
-Mściborze - krzykła podirytowana Lawonka- niech zwycięstwo nad tą armią nie zasłania twych oczu przed siłą niemieckiej hordy, sama widziałam ich siłę, jeśli rzeczywiście zmierzają ku nam nasze szanse są bardzo niskie...
Mścibór poddenerwowany faktem, że kobieta zwraca uwagę takiemu wielkiemu wojowi jak on odzedł w kierunku swojego namiotu.

-Musimy opracować jakiś plan, żebny obronić się przed tymi śmierdzielami, nie jeszcze wieści z Opoliny, podobno mają na swej armii ze cztery tysiące jeźdzców i siedem setek łuczników, jeśli uda nam się z nimi skontaktować napwno pomogą nam walczyć w dobrej sprawie!!
-Hahaha - ironiczny śmiech Wner`zhulmira rozproszył myśli Czarnego- Czarny przyjacielu nie radzę Ci liczyć na Opolinę, horda zboczyła z drogi do Wieszławy, żeby tam właśnie przegrubować wojska, raczej większego pożytku z ich jeźdzców i łuczników nie będziesz miał.
-W takim razie jesteśmy straceni - było można wyczuć ból w słowach Krwawego - jeśli pomysł Czarnego na nic się zdał, a nasze armię są mocno nadszarpnięte, nie damy rady obronić Wieszławy.
-Hehe, Krwawy nie trać wiary we mnie - rzekł szyderczo Wner`zhulmir - za dwa dni na równinach Czestoramy odbędzie się bitwa, o której będą mówić wszyscy przez całe eony, ja też tam będę by wypełnić dług jaki mam u was. Oczekujcie mnie w dniu walki o świcie...
Po tej przepowiedni Wner`zhulmir zaczął oddalać się od nich po czym rozpłynął się na ich oczach w leśnej gęstwinie...

Wojowie spojrzeli na siebię po czym Czarny rzekł: " W takim razie mój przyjacielu pozostało nam zamierzyć słowom tego upiora i przygotawać się do walki..."

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #36 dnia: 19.12.2004 03:49 »
- Więc co czynimy? - spytał wszystkich Dajmiech, przywódca włóczników, zwany także Kamieniogrodzkim Mucharadżą - Udajemy się do Częstoramy by tam pomóc bronić się przed niemiecką hordą?
Czarny jak zwykle nerwowo chodził w kółko, tym razem między stołami znajdującymi się w karczmie - A co? Wieszławe i całą Głubczlandie tak sobie zostawimy? - zapytał zdenerwowany.
- No wiesz - zaczął Krwawy, którego właśnie opatrywała miejscowa wiedźma - Szans żadnych nie mamy w walce z Niemcami. Czeka nas tu tylko śmierć, czy zostaniemy tu czy nie, Wieszława jak i wszystkie pobliskie grody zostaną obrócone w pył.
- Może i. Ale sama myśl że zniszczą NASZE ziemie, że spalą NASZE grody - mówiąc to nakładał mocniejszy akcent na słowo nasze - i że obalą posąg NASZEGO boga budzi we mnie gniew, a ten z kolei że wolę tu zginąć w obronie tego co kocham. A możecie mi wierzyć że kocham to wszystko ponad własne życie jak każdy z opętanych Marasława i bronić będziemy posągu Marasława i Wieszławy tak długo, dopóty mieć siłę będziemy by dzierżyć topór w rękach - spojrzał na wszystkich z taką miną że nawet Wner'zhulmir by się mógł wystraszyć.

Wszyscy spojrzeli na siebie znacząco, najpierw nikt nie wiedział co powiedzieć, aż końcu ciszę przerwała wiedźma - masz tu zjedz szybko ten placek chlebowy -  podała mu go, Krwawy spojrzał na niego i zobaczył ruszające się w smalcu stonogi. Wykrzywił się i zerknął dziwnie na wiedźmę - Jedz, jedz to spowoduje że rany szybciej się zagoją - uśmiechnęła się do niego swymi nielicznymi zębami.
- Więc co ostatecznie robimy? - dopytywał Dajmiech
- Ciężko mi mówić za innych - odezwał się Krwawy miedzy jednym a drugim kęsem chleba ze stonogami - gród jak gród, da się go kiedyś odbudować, albo zamieszkać w innym. Nasz bóg Marasław mieszka w wyraju i naszych serca, a nie posągu, jego moc ma zasięg na cały świat. - to mówiąc spojrzał na Czarnego.
Ten głaszcząc się po brodzie odburknął - I tak zostanę by go bronić, nie licz że stąd odejdę.
- No cóż - kontynuował Krwawy - Ale prawdziwych przyjaciół nigdy samotnie w boju się nie ostawia i ja także nie mam zamiaru mego przyjaciela samego zostawić. Razem z moją kohortą i opętanymi stawię czoło hordzie, nawet jeśli poniosę śmierć to będę wiedział że czynie to u boku przyjaciela.
- Ładna mowa - skomentował Mścibór - i jak tu was samych zostawić, bez mojej Mogiły to na pewno będzie to śmierć. Zresztą jak mówiłem, żadnej niemieckiej świni w karczmie mego ojca pasać się nie pozwolę - mówiąc to uśmiechnął się do reszty.
- Jak wy, tak i ja z moimi ludźmi zostaję - odrzekł Dajmiech - a ty Morfomiechu?
- To i ja zostanę i tak nie ma wielkiego wyboru. Niemcy nie spoczną dopóki całej słowiańskiej krainy z ziemią nie zrównają.
- Więc postanowione - rzekł Czarny uśmiechając się spod swej brody.

* * * * * *

Do karczmy ktoś nagle zapukał, wszyscy odwrócili się w kierunku drzwi - Wejść! - krzyknął Mścibór. Drzwi lekko uchyliły się i ukazał się woj Zwołko.
- Mości panowie, pewna osoba prosiła o widzenie z wami.
- Z nami? - spytał zdziwiony Czarny - no to wprowadzaj.
Zwołko się odsunął a to środka weszła ubrana w skórzaną zbroje kobieta. A właściwie na pierwsze oko była to kobieta. Miała ona długie kasztanowe  włosy spięte z tyłu w kucyk, wiek można było określić na około czterdzieści wiosen. lecz mimo swego wieku nadal była urodziwa.
- Witajcie - odezwała się spokojnym głosem kobieta - jestem Wierzba, matka – wojowniczka z Placzącego stawu, wioski dziwożon i przybywam razem z moimi łuczniczkami by wspomóc was w walce z hordą - to mówiąc lekko skłoniła się w stronę zebranych. Ci także się skłonili, choć widać było malujące się na ich twarzach zdziwienie.
Zaraz za Wierzbą do środka weszła Lawonka uśmiechając się nieśmiało.

- A więc nie pozostaje nam nic innego jak przygotować Wieszławe do obrony - powiedział podniesionym aczkolwiek radosnym głosem Krwawy - dalej, dalej czeka jeszcze wiele roboty...;)
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #37 dnia: 19.12.2004 20:09 »
Brzozomir siedział w karczmie, dziękując Strzybogowi za ratunek. "Właściwie nic mi się nie stało. Strzybóg nade mną czuwał. O mało co niemiecka jazda wbiła mnie niechybnie w ziemię. Sulice naszych kniaziów były dobre, ale tylko ja wiem, że Strzybog wspomógł je dobrym wiatrem. Wiatr... Cóż. Strzybóg mnie lubi. Ale i tak nikt nie zauważył tego. Ale to będzie tylko moja słodka tajemnica. Moja i Strzyboga."
-Karczmarzu mój złoty, róg pełen miodu dla mnie!- ryknął swym lekko chrapliwym głosem
-Proszę - Karczmarz podszedł do szynkwasu, lecz widać było że czas go nagli. Karczma była prawie pusta.
Brzozomir wychylił róg do połowy, po czym odstawił róg w specjalną dziurę w stole, kiedy nagle, drzwi się otworzyły i weszły do karczmy trzy kobiety. Miały na sobie lekkie, zbroje lamelowane, utwardzane woskiem. Siadły za stołem obok Gdańszczanina. Temu medalion lekko drgnął pod koszulą. One chyba to zauważyły, po czym zaczęły mówić coś do niego. Ich język przez lata sam się rozwijał, gdy były pochowane w leśnych ostępach. Bartnik nic nie rozumiał, jednak po chwili one zaczęły mówić po słowiańsku. Gadały coś o bogach i opowieściach, ale zauważywszy medalion strzyboga, wiedziały już że mogą liczyć tylko na karczemne opowiastki o szczypaniu szynkarek w tyłki. Wstały i wyszły.
-Dziwożony- podrapał się po brodzie Brzozomir- pełno tego po lasach.
Drzwi szynku znów się otworzyły, tylko z niemałym hukiem. Do karczmy wszedł Stolem, trzymając w ręku swój młot. Jego bose stopy, brak pancerza i kamienny obuch na drzewcu, symbolizowały, że właśnie zszedł z gór.
-Piwa karczmarzu!! Niech ten szynk wy... wy.. wy...-zaczął się Stolem jąkać. Ze składni wyrazowej, było widać że jest on trochę inteligentniejszy niż inne Stolemy:
-wy.. wypełni sie zabawom!- ryknął jak niepełnosprawny i zaczął się śmiać - widać był też mniejszym ponurakiem niż inne Stolemy, to się już rzuciło w oczy Brzozomirowi, jak tylko olbrzym wszedł.
Wyżłopał drewniany kufel do dna walnął nim o ziemię i wyszedł.
- kogóż nam tu jeszcze Dola przyniesie??- spytał się karczmarza bartnik.
-No, bogini nasza Dola już różnych dziwnych typków przyniosła nam tu. Powiadają że wszystkie Wiły, Stolemy i Dziwożony do naszych szeregów wstępują, aby tylko swych gór, lasów i pól zielonych chronić. Legenda może i kłamie, one się wyloniły, nie aby nas wspierać, aby bronić swego!

+++

Krwawy znów krzyczał. Krzyczał i pluł na swoich wojów. Ten miał złamaną rekę, a ten nie umiał trzymac miecza. Brzozomir siedział w samym srodku regimentu. Nie był przyzwyczajony do tarcz. Wolał  walkę  na prędkość niż na siłę.
-Teraz marsz pod podgrodzie!! Ruszać się!! Jeden za drugim!! Nie ptykac się!  Ja ci się potknę!! Tak... tak... 89 wojów. Mało. Ponad cały regiment łuczników.. reszta pocharatana, własnie umira lub nigdy nie będzie żyć normalnie. Pewnie przy najblizszym święcie poproszą o złozenie się w ofierze Perunowi czy innemu bóstwu.

+++

nie minęło kilka chwil, a cały regiment się przewrócił. Ostatnią spadającą osobą był niepozorny chłopak z rudą bródką oraz lekkim brzuszkiem.
cały regiment. Kiedy powstawali, było im zimno i mieli zmierzwione włosy, nawet pod szyszakami, jak po zimowym, mocnym wietrze.Ten ostani, nie powstawał. Krwawy miał ochote dać mu mocne lanie.
-Zedrę pasy jak ze świniaka-złożeczył.Po chwili przestał, widząc że chłopina się nie podnosi. Podszedł do niego. Pochylił się i przyjrzał. Dychał, czyli żył. Miał otwarte oczy, lecz takie dziwne, źrenicy nie było widać. Wyglądał jakby mocne swiatło go oslepiło. Pod pikowanym kaftanem coś się szamotało. Strasznie.  Spod jego rudych wąsików można bylo usłyszeć tylko:
-Medyka......
-Ciekawe co to było. Ten wiater....-powiedział ktoś z otrzepującch się z kurzu.
-Racja...  Ciekawe.. -zamruczał Krwawy, domyslając się co mogło się rwać pod kaftanem.

+++
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Ner`zhul

  • Pości z rana i wieczora
  • *****
  • Wiadomości: 377
    • http://www.gwrota.com
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #38 dnia: 24.12.2004 11:15 »
- W ten sposób nigdy nie powstrzymamy hordy!! -kzyknął nagle jeden z wojów otrzepując się z ziemi.
Krwawy jak z procy wystrzelił w jego kierunku, gdy podbiegł zdzielił woja w policzek.
- Przygotowujemy się z całych sił i trzymamy morale a ty mi tu gnido będziesz krakał, nie wierzysz w naszą siłę to wracaj orać swoje pole i zalewać się w karczmie, nie potrzebujemy zatruwania naszego morale!! - Krwawy krzyczał tak głośno, że woj nawet nie śmiał odpowiadać tylko czym prędzej zszedł mu z wzroku.
Wieczorem gdy wszyscy mieli już dosyć przygotowań i powtarzania cały czas w kółko tej samej formacji ogłosili przerwę na ostatni posiłek przed walką, gdyż wiedzieli, że mogą już nie wrócić do Swoich ziem i dobytków. Czarny wraz z Krwawy i Mściborem siedzieli w karczmie, dookoła unosił się zapał kaszy ze skwarkami i dym ze świec. Wojowie jeszcze raz zastanawiali się czy plan Wner`zhulmira by wyjść hordzie na przeciw na szanse powodzenia. Nagle koło nich na krześle pojawij się Wner`zhulmir. Wojowie przyciszonym głosem pośpiesznie rzekli chórem: "Wner`zhulmirze co ty tu robisz, chcesz aby Cię Karczmarz dostrzegł?? Znikaj czym prędzej!!"
- "Przyjaciela wyganiacie wojowie? - rzekł z szyderczym uśmiechem Wner`zhulmir - Teraz nie Karczmarz powienien zajmować wasze głowy tylko nadciągająca bitwa. Ujawiam się wam ostatni raz przed tym dniem by zdradzić wam coś.
Chwila ciszy w karczmie wojowie z wytężonym słuchem słuchają słów Wner`zhulmira, jak również pilnują co by się Karczmarz nie wyjawił z za drzwi karczmy.
- "Jutro bitwa, ale wiedzcie, że jedna z waszych sojuszniczych osad już dostąpiła zaszczytu przyjęciaposłańca od Hordy i zgodziła się was zdradzić. Za tą zdradę posłaniec obiecał im wasze ziemie i plony a dla nich spokój"
- "NIE!! Tego nie wytrzymam!! - wzniósł się ponad stół Czarny wylewając Sobię na brzuch cały dzban miodu - Zdrajcy?? W naszej osadzie?? Rzecz nam szybko kto to a urwę im te zdradzieckie łby!!
- "Spokojnie przyjacielu, wszystko da się załatwić....hehe....dyplomatycznie - po tych słowach znów ze swoim mrocznym uśmiechem Wner`zhulmir rozpłynął się razem z dymem świec...
Czarny z wyrażnym gniewem na twarzy chwycił topór wstał z krzesła podszedł do drzwi karczmy i z impetem je otworzył. Obrócił się jednak i rzekł do towarzyszy: "Jeśli mamy tu zdrajcę, to ja go znajdę!! I zabiję!!"
Powiedział i wybiegł z toporem w dłoni.....

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #39 dnia: 27.12.2004 17:51 »
Wieromir biegł przez las. jego koń już padł ze zmęczenia. Czuł jeszcze uderzenie twardego buta Czarnego na plecach... Oby zdążył... Oby... Zanim się wykrwawww....wi.. Wieromir padł. Przypomniał  sobie jak kilkanaście dni temu, przyjął chrzest i jako dowódca czesci armii jednej z wiosek przypodobał się najpierw Czarnemu i jego kolegom. Po następnych dniach udał się do obozu Krucjaty i tam zdał sprawozdanie, a niemcy mu coś przyobiecali a on im. Już wtedy wiedział ze zginie. Ale cóż, za wiarę... Znów coś poczuł ból i zmęczenie, znów zaczął biec, a raczej kuśtykać. Pogoń była blisko. Czując jak z ran po batach płynie krew, zlewająca się w kałużę przy ziemi przystanął. I kucnął po cichu. Miał jecze przy onucach mały sztylet. Gdyby nie to że mu onuce się rozwiąząły i wyleciały. Teraz słyszał tylko las, las jest żywy... wbrew wszystkiemu. Zamknął oczy i odetchnął pełną piersią. Ostatni raz.  Bo kiedy je otworzył zobaczył piekną kobietę o dłuugich nogach ładnym biuście i ciemnych jak noc włosach. Była wytatuowana wszędzie. Na sobie miała lekką opaskę z lnu i włócznię. Włócznia która po chwili znalazła się w jego gardle i podbrzuszu i to kilka razy. Po tym kobieta powiedziała jedno w swym dziwnym niezrozumialym języku, innym trochę od języka Dziwożon:
 -Chodźcie dziewczyny, łowy skończone, Obrońcy z Wieszłowy czekają...

Po czym kilkanascie dziewczyn, ładnych,morderczych,  i zgrabnych, których Wieromir, szef wojów jednej z wiosek nie widział, oddaliło się z miejsca zajścia. Równie cicho jak się tu znalazły. Amazonki były dobrze wyszkolone.

+++

Młody Kapłan leżał w swoim łożu na piętrze karczmy. Nie wiedział co się stało, jak był przytomny, stał w samym środku regimentu wojów Krwawego.Wtedy zobaczł oslepiające światło i padł. Padł, a za nimi reszta wojów, a potem coś powiedzial i zemdlał. Tyle pamietał, a teraz przecierając oczy zobaczył dopiero że dwie osoby stoją obok jego łóżka i rozmawiają.

-hmmm... mam rozumieć że ten tutaj to kapłan, a nie jakiś wojownik pałętajacy się i bawiący w bartnika?
-Tak ,dokałdnie tak..-odrzekł lekko zachrypiały głos. Głos ten był stary i spokojny-na dodatek ten pan ma w sobie niespożytkowane pokłady mocy... A po medalionie na jego szyi wnioskuję ze jest on Żercą strzyboga.
-hmm...- Brzozomir wiedzial juz że ten gość stojący nad nim, w ciemnej opońćzy to Krwawy- przyda nam się- odwórócił głowe w stronę łoża.
-obudził nam się - odpowiedział starzec. Pewnie kapłan z okolicznej świątynki pomyślał Bartnik.Kapłan znów coś powiedział, a raczej wymamrotał.Brzozomir usnął, słysząc: "niech odpoczywa..., przyda wam się na bitwie... Będzie stał wraz z nami na wzgórzu..."
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #40 dnia: 11.02.2005 22:25 »
Kilkaset stalowych buciorów gniotło trawę... Chaotyczne ruchy śmietanki niemieckiego rycerstwa, niszczyło pola uprawne, lasy, bercie, domy, bałamuciło dziewki, zabijało chłopów dla zabawy... Razu pewnego, na postoju, Godfryd, cherbu Lelief, załozył się z młodym rycerzem, kto pierwej poganina przetnie jednym ciosem. I co? Młodzieniaszek przegrał 200 Florenów! Innym razem, załozyli się kto wiecej poganek zbałamuci... Mieli ubaw... Tylko nie pomyśleli, co na to inna horda. Horda rolników i zbałamuconych kobiet, która w ciągu kilku tygodni chwyciła za cepy, widły i kosy, podniosła krzyk i ruszyła w stronę hordy... Szczęściem, horda niemiecka zrobiła unik i z ławością Kosynierzy dotarli Do Wieszławy... Niewiedząc nawet o tym, że dotarli do miejsca gdzie znajdował sie sztab wojenny... 20 000 chłopsta dołaczyło do armii...
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #41 dnia: 14.02.2005 11:57 »
Szybciej, ruszać się, ruszać!- krzyczał na całe gardło Krwawy - Mężczyźni, kobiety, kto tylko coś podnieść potrafi niech pomaga, kamienie i belki na wały pownosić, nad samą bramę dać tego najwięcej! Skowił, ty weź kilka osób i powbijacie do fosy trochę zaostrzonych palików - skierował swe słowa do tęgiego mężczyzny z gęstą kruczoczarną brodą, ten tylko skinął głową i biegiem ruszył by wykonać polecenie.
- Ziemowit, ty weź i zbierz mi tu wszystkich myśliwych jakich mamy w Głubczlandii!
- Rozkaz - odkrzyknął Ziemowit i ruszył czymprędzej.
Krwawy rozglądał się co by tu jeszcze szło zrobić, gdy nagle poczuł czyjąś ciężką dłoń na swym ramieniu, obejrzał się do tyłu zdziwiony - Ach to ty Odolanie, Cu żeś chciał ode mnie ?
Potężnie zbudowany, aczkolwiek niewysoki mężczyzna, będący kowalem w Wieszławie zdjął dłoń z ramienia Krwawego i począł mówić.
- Mam pewną propozycję, gdybyś tylko dał mi z dwóch ludzi do pomocy to mógłbym razem z mym pomocnikiem narobić dużo strzał o liściastym grocie, takie strzały jak dobrze wiesz  przebijają niemieckie pancerze , myślę że wielce by to się przydać mogło.
Krwawy przytaknął głową - Macie racyję kowalu, niech Zwołko i Czcibor wam pomogą i naróbcie owych strzał ile dacie rady.
- Panie wojski- dało się słyszeć głos Ziemowita za którym szło z kilkunastu mężczyzn - zebrałem wszystkich których mogłem.
- Bardzo dobrze. Słuchajcie mnie wszyscy, wyruszycie przed gród i tam naróbcie wszelakich pułapek ile dacie rady, na skraju lasu , jak i na polanie przed samym grodem. Niech niemieckie świnie wiedzą że są tu niemile widziane.
- Tak jest - odkrzyknęli wszyscy chórem i ruszyli by wykonać polecenie Krwawego.

Przygotowania w grodzie szły pełną parą, tymczasem w lesie nieopodal grodu Mścibór razem z Leszczynką wyruszyli na zwiady.
- Mściborku choć że tu szybko i obacz no sam co się dzieje - szeptała cichutko Leszczynka - dając tym samym mu znać że ktoś mógł by usłyszeć ich głosy.
- Cu że się dzieje - zapytał Mścibór, lecz odpowiedź sam po chwili zobaczył. Jego oczom ukazał się rosły woj o krótkich ciemnych włosach, na sobie miał narzuconą koszulkę kolczą , a w rękach dzierżył on długi dwuręczny miecz. Stał on na małej polance i z wolna był  otaczany przez ośmioro żołnierzy z czarnymi krzyżami na zbrojach. Widać było że ich zamiary bynajmniej nie są przyjacielskie.
- Nie wiem co tu się dzieje - szepnął do Leszczynki Mścibór - woj wygląda jak Niemiec, ale skoro inni Niemcy chcą go ubić to może on być po naszej stronie. Dalej Leszczynko pokażmy na co nas stać. Sława!! - krzyknął na całe gardło podnosząc do góry Mogiłę i biegiem ruszył w kierunku mężczyzn...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Brzozomir

  • Forumowicz Wieszowa NET
  • *****
  • Wiadomości: 96
    • http://www.2ygfryd.prv.pl
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #42 dnia: 14.02.2005 22:30 »
Brzozomir szybko doszedł do zdrowia. Choć czasem się chwiał przy chodzeniu, zaczął nawet machać toporem, ćwiczyć zaklęcia które dotychczas poznał. Robił to urywkowo, gdyż wiedział, że prawdopodobnie w najbliższym czasie, będzie musiał walczyć na serio i jego rekonwalescencja była przerywana siadaniem przy stole w karczmie i piciu piwa, wina czy ukochanego miodziku.
Po kilku godzinach siedzenia i nudzenia się w karczmie, kiedy opowieści wojów się znudziły, kędy bajarz skończył opowiadać o Wandzie i Niemcu, kiedy gra w kości zaczęła być monotonna, kiedy poczuł zgagę po jedzeniu, wyszedł z karczmy.
Lekki wiaterek musnął jego twarz. Cały świat zrobił się jaśniejszy. Nagle, powiew wiatru, stał się falą niosącą szepty, rozmowy, zabawy, smutki i inne uczucia. W tym momencie Brzozomir poczuł że boska moc nie tylko nim strząsnęła i rozbudziła się, ale i dotknęła go boleśnie wręcz. Szepty się nasilały, robiły się coraz to głośniejsze. W końcu zaczęły bić go po głowie. O mało co się nie przewrócił i podpierając się drewnianego muru, wszedł do karczmy. Tu szepty ustały. Zwalił się na ławę, cały spocony. Karczmarz zauważywszy że Brzozomir jest zmęczony, od razu przyniósł róg pełen dobrego wina. Ten podrapał się po brzuchu, po tyłku, zamlaskał i wychylił róg do dna. Uradowany że ból głowy ustał, zaczął sobie nucić jakąś piosnkę biesiadną kapłanów strzyboga.
Łomot, skrzep oznajmiły zbliżającą się burzę. Od razu kilka tysięcy ludzi pod Wieszławą i w samym grodzie zaczęły wchodzić do namiotów, domów i zaczęły chować się pod daszki. Budowniczowie murów nie zatrzymali się ani na chwilę. Kiedy przestał śpiewać, burza ustała. Przez okienko karczmy wpadło słońce. Obejrzał się i wszyscy zaczęli mu bić brawo. Ktoś rzucił mu kilka denarów. Prócz wzroku zadowolonego, widział wzrok ludzi skonsternowanych i zdziwionych. Sam był zdziwiony mocą podśpiewki która słyszał w prawie każdej karczmie gdzie zasiadało chociażby trzech kapłanów strzyboga.
Wstał i wyszedł, za nic mając sobie szepty rozsadzające głowę. Nie miał szczęścia. Teraz wiał silny i narowisty wiatr. On krzyczał i wył z bólu ran wieśniaków, z ran wojów, z zadowolenia krzyżowców, którzy doskonale wiedzieli że niedaleko jest Wieszława... Świat stał się jasny tak iż z każdego, nawet najbrudniejszego lica biło światło. Zamroczyło go i uznał że musi coś zrobić.
-AAAAAAAAAAAA- ryknął i nie wytrzymał. Skoczył na przedziwną wysokość równą dachom i pobiegł po powietrzu. Z łatwością napotkał koczującą niedaleko Hordę. Wiatr obił mu się po twarzy. Poczuł modlitwy, chorały, nieszpory, miecze, walki, tortury...  Skupił się. Wiatr który się coraz to mocniej wzmagał zmierzwił mu włosy, porwał lekką lniana koszulę. Niewielka bródka pokryła się szronem. Z oczu sypnęły iskry.

+++

-Ruszać się!! Obkopywać namioty!! Chowajcie zbroje!! Kto wam w ogóle kazał wam je zakładać!!?? Takie ryki można było usłyszeć, kiedy gradobicie i deszcz na przemian przez pół godziny spadało na Przednia cześć Hordy.
-Diabelskie moce!! Kolczugi nam pordzewieją!! Mój miecz! Już ma wyszczerbienie... buu...

+++

Obudził się... Było mu zimno. Leżał na łożu w karczmie. nad ni stał kapłan z pobliskiej świątyńki.
-wiesz, trochę Cię poniosło...
mam kare na wszystko, może keidys będe... :/

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #43 dnia: 15.03.2005 21:28 »
Mścibór już tak miał, najpierw rąbał toporem a potem pytał, ktoś ty?
Zanim jednak jego Mogiła uderzyła pierwszego Niemca, strzała Leszczynki przeszyła jedno z niemieckich gardzieli, następny padł już pod ostrzem topora, który wbił mu się prosto w czaszkę przebijając wcześniej hełm. Żołnierze zdziwieni spojrzeli na dwoje osób które tak nagle wyskoczyło z zarośli, jeden  z nich szybko wymierzył z kuszy w kierunku Leszczynki.
-Aaaaaaaa!- krzyknęła i tyle ją widzieli, bo momentalnie czmychnęła w krzaki nim Niemiec zdążył nacisnąć spust.
- Schisse!- przeklął pod nosem.
Dwóch żołdaków zaatakowało owego mężczyznę z dwuręcznym mieczem, jednak ten trzymając ich na dystans swego miecza dawał sobie z nimi  rade, jednemu przebił klatkę gdy ten próbował doskoczyć, a drugiemu ściął łepetynę wykonując długie cięcie z półobrotu, w tym momencie jednak bełt wystrzelony z kuszy wbił się w jego klatkę piersiową. Mężczyzna padł na ziemie ciężko dysząc i trzymając rękę na bełcie.
Mścibór w tym czasie widząc że już walczy sam przeciwko czterem Niemcom, wyskoczył w górę wykonując akrobatyczny skok i wylądował tuż za plecami kusznika. Nim ten jednak zdołał załadować kolejny bełt czy chociaż się obrócić, poczuł silne uderzenie Mogiły prosto między jego prostowniki grzbietu. Woj wyszarpał z jego ciała swój zakrwawiony topór i na całe gardło wydarł się na Niemców.
- Dalej, chodźcie, wszystkie was ubije przeklęte niemieckie świnie! - piana aż pociekła mu przy tym po jego brodzie.
Niemcy jednakże obrali inną taktykę i powoli zaczęli go otaczać, po czym szybko ruszyli na niego z trzech stron. Mścibór jednak stary weteran wiru walki, dokonał szybkiego przeskoku między dwóch nacierających i wykonując dwa kombinacyjne ciosy mogiłą, jeden w lewo drugi w prawo, położył obydwu przeciwników.
Czwarty nie czekając na dalszy przebieg wydarzeń, rzucił swój oręż i zaczął uciekać między drzewa. Daleko jednak zbiec nie zdołał, druga strzała wystrzelona z małego wiłowego łuku Leszczynki wbiła mu się prosto w udo, ten krzyknął z bólu i padł na ziemię. Nim zdołał wykonać cokolwiek jeszcze, cios z pięści Mścibora odebrał mu świadomość.
Mścibór stanął nad nieprzytomnym Niemcem,  po czym zapytał –
- Ktoś ty?...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Leliel

  • Nowy Forumowicz
  • **
  • Wiadomości: 10
,,Zbiorowe opowiadanie przy piwie"
« Odpowiedź #44 dnia: 03.06.2005 16:39 »
Ku ździwieniu, przyglądającej się od pewnego czasu Leszczynki, Niemiec westchnął....
- Zdechło bydle - wyraźnie niepocieszony Mścibór zaczał dochodzić do siebie rozglądając się kogo by tu zapytać co się stało. Zerkając przelotnie na Leszczynke przeszukiwał przydrożne zarośla w poszukiwaniu... hmm... kto to wie czego....
- Mściborze - szepnęła Leszczynka, wskazując między drzewa po drugiej stronie drogi.
- Co tam widzisz ? - Mścibór odpowiedział poirytowanym głosem.
- No tam, daleko, między drzewami - spoglądało Mściborowi w oczy "wyjaśniając" mu gdzie ma patrzeć - uśmiechnęła się - znowu nie widzisz.
- Mrrr - Mścibór wszedł między drzewa...

W środku niemieckiego obozowiska rósł ogromny dąb. W jego cieniu spoczywali strażnicy pilnujący, przywiązanej doń niewiasty, spętanej, okalającym drzewo, potężnym, konopnym sznurem. Mścibór gniewnie zamruczał, splunął na dłoń i ujął mocniej mogiłe. Wyszedł zza drzew kierując się wolno ku strażnikom, czujnie, patrząc na boki. Leszczynka chwyciła strzałe, wiedząc, że ze Mściborem już nie porozmawia i spokojnie spojrzała w stronę szamoczącego się z drugiej strony dębu kolenego jeńca. Był to mężczyzna ubrany w jaskrawe szaty, z niemieckim hełmem, na szczycie którego zatknięte było gęsie pióro, barwnie podzielone na cztery częsci : czerwoną, żółta, niebieską i zieloną. Szamotał się próbując zrobić trzy rzeczy naraz, co wychodziło mu nader komicznie, zwracając uwagę na fakt iż był przywiązany. Leszczynka jednak, spoglądała na niego ze skupioną uwagą, znała tego Słowianina. Kochan, bo takie było jego imię, ręką wskazywał pobliskie drzewa, nogą, korzystając z nieuwagi straży, przybliżał ku sobie leżącą nieopodal lutnie, na koniec, jakby przeczuwając co będzie się działo, panicznię jął... przegryzać linę. Leszczynka nałożyła strzałę i wypuściła ją ze śmiercionośnym pędem w kierunku wskazywanym przez Kochana. Niemiecka kolczuga, wychodzącego zza drzew człowieka, przeszyta strzałą, zabrzęczała. Właściciel nie wydał już żadnego dźwięku. Na wchodzących na polanę Niemców posypały się strzały Leszczynki. Wrogów było jednak zbyt wielu...

- wiesz, trochę cię poniosło...
Leszczynka strzelała, Niemcy rąbali, Mścibór tańczył, pieśniarz przegryzał więzy...
- Sława przyjacielu, ależ cię poobijali, hihi - Mścibór spojrzał spod spuchniętych powiek na długą, szeroką koszulę z jednym żółtym, drugim niebieskim rękawem, u końców przyozdobioną różowym haftem. Prawie zerwał się z łóżka.
- Tyyyy... - syknął...