Autor Wątek: "590 albo smierć"  (Przeczytany 2014 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
"590 albo smierć"
« dnia: 09.04.2006 23:28 »
Wszyscy narzekają że w Polsce jest źle, nikt jednak nie zdaje sobie sprawy z tego że po czesci sami ejsteśmy sobie tego winni o czym w przydługim tekście:

Cytuj (zaznaczone)
590 albo śmierć!
(Patriotyzm gospodarczo-rynkowy).

Wstęp
   Zapewne niejednokrotnie zastanawialiście się dlaczego tak często bankrutują nasze rodzime przedsiębiorstwa, obcy kapitał zaś z taką łatwością wdziera się na nasz rynek. Nieraz też pewnie myśleliście o tym, dlaczego nikt nie walczy z tym że pieniądze wypływają z naszego kraju za granicę nie wątłą strużką, lecz płyną szeroką strugą niczym wezbrana rzeka w czasie powodzi. Wiele razy dało się już słyszeć głosy, iż to wszystko "żydowsko-masoński spisek", iż to rząd wyprzedaje nas zachodowi, Niemcom, Żydom, itd... Daleki jestem od stwierdzenia, że powyższe tezy są chybione, muszę jednak z bólem przyznać że wina leży równo po obu stronach, to znaczy zarówno po stronie rządzących, podejmujących kluczowe dla kraju decyzje, jak i po naszej stronie, stronie zwykłego, szarego obywatela, po stronie całego społeczeństwa. Główną winą elit rządzących jest oczywiście wyprzedaż majątku narodowego, doprowadzanie rodzimych przedsiębiorstw do sytuacji zapaści finansowej, by potem firmy będące na skraju bankructwa sprzedać za bezcen zachodniemu kapitałowi, samemu zgarniając niemałe prowizje od tych transakcji. Tak samo ponoszą oni winę za "owczy pęd" w kierunku Unii Europejskiej za cenę tak zwanego "dostosowywania naszego prawodawstwa do norm unijnych". W ten sposób skreślono karę śmierci dla bandytów całkowicie odstępując od jej orzekania i wykonywania (szkoda tylko że nasi rodzimi bandyc i "wspaniałomyślnie" nie zaprzestalli wykonywać wyroków śmierci na członkach społeczeńsywa), zmieniono w sposób szkodliwy wiele ustaw, norm i przepisów. Ale jednym z największych błędów, które doprowadzają nasze przedsiębiorstwa do ruiny jest błąd, który popełniamy my sami, z elitami rządzącymi mający tak naprawdę nieiele wspólnego. Tym błędem jest bezmyślność. Nasza nezmyślność, kiedy idziemy do sklepu, lub co gorsza do supermarketu, i bez jakiegokolwiek zastanowienia pakujemy do koszyka różnego rodzaju produkty kierując się kryteriami cenowymi, atrakcyjnością opakowania itd...W ten sposób kupujemy z reguły importowane produkty zachodich wytwórów doprowadzając rodzimy przemysł, będący i tak w fatalnej już kondycji, na skraj przepaści. Szczególnie dotyczy to rolnictwa i przemysłu spożywczego. A wystarczyłoby tylko dobrze obejrzeć kilka podobnych produktów znajdujących się obok siebie na półce i odrobinę pomyśleć...

590 albo śmierć!
   Pierwsza rzecz jaką powinniśmy zrobić przed zakupem jakiegokolwiek produktu to sprawdzenie znajdującego się na nim kodu kreskowego. Początkowo służył on li tylko i wyłącznie do usprawnienia pracy w wielkich zachodnich supermarketach, gdzie pracownikom przy kasie ciężko było zapamiętać ceny wszystkich dostępnych towarów. Z czasem przyjął wiele innych funkcji i zaczął przekazywać coraz więcej informacji dotyczących produktu. Dziś zawiera m.in. informacje na temat producenta i kraju pochodzenia. I właśnie ta informacja powinna być dla nas najistotniejsza. Polska otrzymała prefiks 590, oznacza to, że tylko towary, których kod kreskowy zaczyna się liczbą 590 zostały wyprodukowane w Polsce. W konsekwencji, zakup towaru z każdym innym prefiksem w kodzie kreskowym to napychanie cudzej kieszeni i "puszczanie z tobami" rodzimych przedsiębiorstw. Niemały szok przeżyłem podczas studiów na Słowacji, gdzie w każdym z bloków akademika studenci sami porozwieszali odezwy dotyczące zakupu rodzimych produktów. Mało tego, na wielu drzwiach od komórek mieszkalnych znalazły się plakaty z olbrzymim kodem kreskowym zaczynającym się na 858 i tekstem podobnym tekstowi tego felietonu. Kilka razy doszło nawet do sytuacji, że przychodzący do mnie w gości słowaccy studenci rozpoczynali wizytę w moim pokoju od obejrzenia sobie przechowywanych przeze mnie (z reguły na balkonie, bo tam temperatura w związku z porą roku, była idealnie zgodna z temperaturą w lodówce) produktów spożywczych i sprawdzenia na nich kodów kreskowych. Pamiętam, jak dziś, ich zadowolenie, że prawie wszystkie produkty miały kod "słowacki", ewentualnie "czeski" lub "polski", nie było natomiast np. kodu "węgierskiego". Podobny "szowinizm gospodarczy" powinien zapanować i u nas. Uchroniłoby to niejedno polskie przedsiębiorstwo przed bankructwem, bądź trudną sytuacją finansową. Efekt? Niejeden z nas, być może naszych krewnych, w konsekwencji nie straci pracy lub otrzyma wypłatę albo premię na czas. Pieniądze "nie uciekną" tym sposobem za granicę, zostaną w kraju. Jeżeli chcecie wiedzieć dokąd do tej pory szły wasze pieniądze proponuję przeprowadzić prosty eksperyment. Dołączony do felietonu wykaz zawiera prefiksy kodów kreskowych znacznej większości krajów, w tym wszystkich liczących się. Proponuję udać się na mały spacer po swoim domu (do kuchni, do łazienki...) i sprawdzić czyj przemysł narodowy wspieracie wy, i wasze rodziny. Czy aby na pewno polski (bądź innych krajów słowiańskich)? A może zachodni, np. niemiecki? Im bardziej szokujący okaże się wynik tej konfrontacji tym uważniej będziecie robić następne zakupy... Kiedyś wprowadzając "nowy porządek" na Kubie Fidel Castro upowszechnił wśród społeczeństwa hasło "Socjalizm albo śmierć!" a społeczństwo z ochotą wykrzykiwało go z chorą ekstazą wypisaną na twarzach. Dziś pozostaje mi sparafrazować to hasło i zaproponować: "590 albo śmierć!" Choć samo 590 to jeszcze nie wszystko...

cudze choć swoje
   Prefiks (czyli cyfry początkowe) kodu kreskowego zawiera informacje o kraju wyprodukowania, nie zaś o kraju macierzystym danego wytwórcy. Tym sposobem zakup niektórych produktów, mimo że "kreskowo poprawnych" i tak będzie napychał cudze kieszenie. Ale po pierwsze: będą one przynajmniej wytworzone w Polsce (podatek zostanie zawsze w naszym kraju), po drugie zawsze można sprawdzić nazwę wytwórcy. Zdecydowana większyść towarów "typu 590" to produkty czysto polskie. Jeżeli mamy do czynienia z zachodnim (bądź dalekowschodnim) kapitałem posiadającym w naszym kraju zakłady produkcyjne (tam przynajmniej zatrudnieni są nasi obywatele) łatwo to odcyfrować z informacji na temat wytwórcy. Z reguły świadczy o tym informacja że jest to zagraniczna filia bądź oddział w Polsce lub firma nazywa się według wzorów "American Business Poland" lub "Deutche Fabrik Polen". Takich produktów, mimo iż są 590 kompatybilne, także należy unikać. Unikać także należy jeszcze jednej rzeczy...

pośrednik też zarabia
   A w zasadzie, w dzisiejszym świecie, pośrednik zarabia najwięcej. Stąd np. tak fatalna sytuacja naszego rolnictwa, bo z pracy jednego rolnika "wyżywić" (choć raczej trzeba by to określić pasożytnictwem) się musi kilku pośredników. Skoro więc największe pieniądze zarabia pośrednik, trzeba automatycznie zwracać uwagę gdzie kupujemy. Oczywiście najwygodniej jest udać się do dużego supermarketu i kupić wszystko razem w jednym miejscu (udając się po dokonaniu takich zakupów do znajdującego się w pobliżu McDonalda). Problem tkwi w tym że gros z nich to zachodni kapitał... Nieliczne polskie prywatne markety zrzeszone są w sieci Lewiatan (niech mi będzie odpuszczona ta kryptoreklama, wszystko to w dobrej wierze) a jedyny polski hipermarket ma w swoim logo hipopotama. Pozostałe to firmy niemieckie (w przeważającej większości, niektóre z nich wcale się z tym nie kryją eksponując to w swoich nazwach), francuskie czy angielskie. Aby nie być posądzonym (lub co gorsza pozwanym do sądu) o antyreklamę nie wymienię tutaj żadnych nazw, zaproponuję wam natomiast wnikliwą analizę wszystkich nazw supermarketów i zastanowienie się: "skąd ta nazwa może pochodzić?". Zaręczam że wasze domysły będą w dziewięćdziesięciu paru procentach trafne. Poza tym zakupy w supermarketach to wyniszczanie rodzimych sklepikarzy. W supermarkecie zawsze będzie taniej: kupuje on przecież hurtowe ilości danego produktu, nierzadko wytwarzanego na zamówienie takiego supermarketu, handluje na zasadzie ogólno dostępnej hurtowni, na dużej powierzchni, często poza miastem, ma nieskończoną ilośc produktów... Jak z nim mają konkurować osiedlowi sklepikarze płacący krocie za sklepik w centrum osiedla, kupujący produkty spożywcze w hurtowniach na potrzeby "zaledwie" kilkunastu bloków, bez upustów i rabatów z reguły za gotówkę, nie zaś na kredyt. Jak mają sprostać takiej konkurencji? Tymczasem jeden, jedyny supermarket jest w stanie wykończyć do kilkudziesięciu sklepikarzy zatrudniających z reguły po 2-3 osoby dając w zamian zatrudnienie tylko kilkunastu osobom. A potem nasze społeczeństwo płacze że mamy tak wysokie bezrobocie!

kryteria wyboru
   Co jednak zrobić kiedy mamy ochotę na, dajmy na to orzeszki arachidowe, a na całym osiedlu nie ma takiego produktu z kodem zaczynającym się na 590? Oczywiście można sobie odmówić i zamiast tego zjeść np. prażoną kukurydzę, choć nie jest to rozwiązanie które wydaje się być najatrakcyjniejsze. Większy sens ma znalezienie sobie tychże orzeszków z kodem innego państwa słowiańskiego (np. Czechy lub Słowacja). Z dwojga złego lepiej już wspierać przemysł innych państw słowiańskich niż zachodni w szczególności zaś niemiecki. Na Słowacji, bądź co bądź kraju w którym zrodziła się idea Panslawizmu) zdziwiło mnie nie tylko to że z takim "obłędem w oczach" wszyscy tropili kody kreskowe ale także to, że większośc studentów wiedziała że 859 to produkt czeski a 590 polski! Przyznajmy się szczerze, kto z was wiedział wcześciej jak rozpoznać po kodzie kreskowym produkty czeskie lub słowackie, ba!, kto znał prefiks naszego kraju? Na pewno wszyscy?

zamiast zakończenia
   Mam nadzieję że zaproponowana przeze mnie idea znajdzie na tyle wielu zwolenników że uchroni to przynajmniej część złotówek od zamiany w transferowego dolara czy markę a rodzimych wytwórców od przekwalifikowania się w pracowników najemnych będących tanią siłą roboczą dla zachodniego kapitału. Pamiętacie stary dowcip z czasów komunistycznych, opowiadający o wspaniałej współpracy polsko-radzieckiej polegającej na tym, że my dajemy "ruskim" tonę stali a oni w zamian za to zabierają od nas tonę cukru? Oby za parę lat Niemcy nie opowiadali o nas podobnych dowcipów, że w zamian za to że wykupują oni u nas nagminnie ziemię, my wykupujemy w sklepach ich (nierzadko szkodliwe lub przeterminowane) produkty. Z naszego punktu widzenia byłby to bardzo, bardzo smutny dowcip...


Smutne to fakt, osobiście sam nie wiedziałem że nasz kod to 590 :(...
Ten nasz świat to istny narreturn ;)

Offline Radzio

  • Rozgadany Forumowicz
  • ****
  • Wiadomości: 36
"590 albo smierć"
« Odpowiedź #1 dnia: 14.04.2006 22:25 »
Jakoś nei trafia do mnie idea "590 albo śmierć" całę szczęście mamy gospodarke wolnorynkową i mogę sobie kupić na co tylko mam ochotę i pieniądze.
Towar powinien bronić się jakością a nie patryjotyzmem

Offline Bloody

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1343
"590 albo smierć"
« Odpowiedź #2 dnia: 15.04.2006 04:02 »
Tylko ze często mamy do czynienia ze snobizmem, tak jak gościu od sprzedaży portfeli gadał. On załatwia je z Chin po cenie 8 dolarów za sztuke, u nas je sprzedaje za 150 zeta. Te same portfele sa sprzedawane w markowych firmach np. Armani czy Gucci ( czy jak to sie pisze )za 250 zeta, a różnica tylko w anszywce bo jedno i drugie z tej samej fabryki z Chin :D
Taki sam temat jak ten załozyłem na innym forum, tam doszlismy do wniosku że to i tak nie jest do końca prawda z tym 590, bo nieraz 590 mają Chińskie zabawki i inne produkty robione na zlecenie Polaków. Ta sama sprawa była jak kiedys pracowałem w pewnej firmie, gdzie robiliśmy trzpienie frezarskie. Gotowe szły an zachód gdzie dostawały nalepke made in France czy tez Germany :D.
Co do jakości, wątpię czy większości rpzypadków widać różnice, taki zeszyt jest tylko zeszytem więc dlaczego by nie wziąść z "590", prawdopodobnie może być produkowany z Chinach, no ale zarabiają na tym pośrednicy którymi są Polacy. Zawsze cuś :)
Ten nasz świat to istny narreturn ;)